Kartka leży na kuchennym stole, równo, pośrodku, jak dokument przed podpisaniem umowy. Dominika napisała ją odręcznie, swoim ostrym, pochyłym pismem, którym zwykle poprawia projekty pism procesowych. Ty siedzisz naprzeciwko z kubkiem herbaty, która dawno wystygła, i nie możesz oderwać wzroku od nagłówka podkreślonego dwiema liniami: „Zasady. Obowiązują od dziś.”
„Przeczytaj na głos” mówi. Ma na sobie czarny golf i dżinsy, włosy spięte wysoko, żadnego makijażu. Wygląda jak w sobotę rano, kiedy pracuje w domu, a jednak w jej głosie jest coś, co sprawia, że prostujesz plecy. „Całość. Powoli.” Bierzesz kartkę. Papier jest gruby i lekko szorstki, a Twoje palce zostawiają na nim wilgotny ślad.
„Punkt pierwszy” czytasz. „Dominika może umawiać się z innymi mężczyznami. Decyduje sama, z kim i kiedy.” Podnosisz wzrok. Dominika patrzy na Ciebie spokojnie, z łokciami na stole i brodą opartą na splecionych dłoniach. „Czytaj dalej.” Punkt drugi: zawsze się zabezpiecza i zawsze wraca na noc do domu. Punkt trzeci: Ty możesz patrzeć, ale tylko wtedy, gdy ona na to pozwoli, i tylko tak, jak ona ustali.
Punkt czwarty jest napisany większymi literami. „Słowo bezpieczeństwa: Sopot. Kiedy którekolwiek z nas je wypowie, wszystko się zatrzymuje. Bez pytań, bez wyrzutów, bez kar.” Zatrzymujesz się na nim dłużej. Dominika sięga przez stół i kładzie palec dokładnie pod tym zdaniem. „To jest najważniejszy punkt. Ważniejszy niż wszystkie inne razem. Rozumiesz?”
„Rozumiem.” „Powiedz, że wolno Ci go użyć zawsze. Nawet jeśli będzie Ci głupio. Nawet jeśli będziesz się bał, że mnie rozczarujesz.” Mówisz to. Dopiero wtedy jej twarz łagodnieje, a palec cofa się powoli. „Dobrze. Bo ja nie chcę Cię złamać. Chcę Cię mieć. To różnica.”
Punkt piąty mówi, że o wszystkim rozmawiacie następnego dnia, na trzeźwo, przy śniadaniu. Szósty, że każde z Was może w każdej chwili zażądać zmiany zasad. Siódmy jest krótki i sprawia, że czujesz ciepło rozlewające się od karku w dół: „Na czas spotkań Twoja przyjemność należy do mnie.”
„Co to znaczy?” pytasz, choć wiesz. Dominika uśmiecha się tym swoim półuśmiechem, którym kwituje źle przygotowanych przeciwników. „To znaczy, że kiedy ja będę z kimś, Ty nie dotkniesz się bez mojej zgody. A kiedy wrócę, ja zdecyduję, czy na cokolwiek zasłużyłeś.” Odchyla się na krześle. „Czy jest w tym coś, czego nie chcesz?”
Zastanawiasz się uczciwie, bo wiesz, że ona odróżni szczerość od grzeczności. Przez ostatnie pół roku rozmawialiście o tym dziesiątki razy, najpierw nieśmiało, w ciemności, potem coraz śmielej. Ty pierwszy przyznałeś, że myśl o niej z innym mężczyzną nie daje Ci spać. Ona pierwsza powiedziała, że jeśli to zrobicie, to na jej zasadach. „Nie” odpowiadasz w końcu. „Chcę tego. Boję się, ale chcę.”
„Strach jest w porządku” mówi Dominika. „Byłoby dziwne, gdybyś się nie bał.” Podsuwa Ci długopis. „Podpisz. Ja podpiszę pod Tobą.” Twoje nazwisko wychodzi krzywo, litery drżą. Jej podpis jest pewny i szybki, jakby podpisywała akt notarialny. Potem składa kartkę na pół i chowa ją do szuflady w kredensie, obok paragonów i zapasowych kluczy, jakby to był najzwyklejszy dokument w domu.
Dominika wraca do stołu z dwiema szklankami wody i stawia jedną przed Tobą. „Pij” mówi. „Jesteś blady.” Pijesz posłusznie, a ona siada naprzeciwko i przygląda Ci się bez pośpiechu. „Wiesz, co mi się w Tobie podoba najbardziej? Że nie udajesz. Większość facetów, z którymi miałam do czynienia, udawała, że niczego się nie boi. Ty mówisz mi, czego się boisz, i dopiero wtedy wiem, czego naprawdę chcesz.”
„A Ty?” pytasz. „Czego Ty chcesz?” Dominika zastanawia się, obracając szklankę w palcach. „Chcę czuć, że jestem pożądana przez kogoś nowego. Chcę wrócić do domu i patrzeć, jak to na Ciebie działa. I chcę, żebyś wiedział, że wybieram Ciebie codziennie, także w dni, kiedy mogłabym wybrać kogoś innego.” Mówi to zwyczajnie, bez patosu, i właśnie dlatego jej wierzysz.
„A teraz najważniejsze” mówi, wracając do stołu. „Dziś sprawdzimy, czy to naprawdę Twoje, czy tylko fantazja, która ładnie brzmi w łóżku.” Wyjmuje telefon i kładzie go między Wami ekranem do góry. Na ekranie jest otwarta rozmowa. Imię nadawcy: Paweł. Ostatnia wiadomość, sprzed godziny: „Jestem w mieście do jutra. Jeśli zasady się zgadzają, daj znać.”
Czujesz, jak żołądek zaciska Ci się w twardą kulę. „Kto to jest?” „Ktoś, kogo poznałam na konferencji w Gdańsku. Wie o Tobie wszystko. Wie, że jesteś moim partnerem i że to Ty pierwszy tego chciałeś. Przeczytał nasze zasady, zanim w ogóle zgodziłam się na kawę.” Dominika obraca telefon w palcach. „Nie spotkam się z nim dziś. Dziś chcę tylko zobaczyć, co się z Tobą dzieje, kiedy do niego napiszę.”
„Mam patrzeć, jak piszesz?” „Masz patrzeć na wszystko.” Odsuwa krzesło i przesiada się na Twoją stronę stołu, tak blisko, że jej ramię dotyka Twojego. Ekran jest teraz przed Wami obojgiem. Dominika pisze powoli, wyraźnie, żebyś mógł śledzić każdą literę: „Zasady się zgadzają. Podpisał. Jutro o 19, hotel przy Wilczej?”
Patrzysz na tę wiadomość i czujesz, jak zazdrość i podniecenie splatają się w Tobie tak ciasno, że nie da się ich już rozdzielić. Dominika nie spuszcza z Ciebie wzroku. Czeka, aż coś powiesz, a Ty czujesz, że każde słowo, które teraz padnie, zostanie przez nią zapamiętane i rozważone jak dowód w sprawie.
Jej kciuk zawisa nad przyciskiem wysyłania. Czujesz na policzku jej oddech, spokojny i równy, i własny, płytki i szybki. „Powiedz Sopot, a skasuję to i pójdziemy spać” mówi cicho. „Albo nic nie mów.” Milczysz. Serce wali Ci tak mocno, że wydaje Ci się, że ona je słyszy. Dominika naciska ekran. Wiadomość odlatuje z cichym dźwiękiem, który w ciszy kuchni brzmi jak trzaśnięcie drzwiami.
Odpowiedź przychodzi po niecałej minucie. „Będę. Powiedz mu, że dobrze się Tobą zajmę.” Dominika czyta to na głos, powoli, smakując każde słowo, a potem odwraca się do Ciebie. „Słyszałeś? Mam Ci przekazać, że dobrze się mną zajmie.” Jej dłoń ląduje na Twoim udzie, ciepła i ciężka. „Co Ty na to?”
W korytarzu zatrzymuje się na chwilę i opiera Cię plecami o ścianę. Jej dłonie są na Twojej piersi, a usta przy Twoim uchu. „Zapamiętaj to uczucie” szepcze. „Ten ścisk w żołądku. Jutro wieczorem będzie dziesięć razy silniejszy, a ja nie będę mogła trzymać Cię za rękę.” Całuje Cię mocno, krótko, jakby stawiała pieczątkę, i ciągnie dalej, do sypialni.
„Że jestem cholernie zazdrosny” mówisz. „I że nigdy w życiu nie byłem tak podniecony.” Dominika śmieje się cicho, z zadowoleniem, i jej dłoń przesuwa się wyżej, sprawdzając, czy mówisz prawdę. Mówisz. „Widzę” stwierdza rzeczowo. „Punkt siódmy jeszcze nie obowiązuje. Zacznie obowiązywać jutro o dziewiętnastej. Do tego czasu jesteś mój bez żadnych zastrzeżeń.”
Wstaje i bierze Cię za rękę. Prowadzi Cię do sypialni bez słowa, a Ty idziesz za nią, czując, że nogi masz miękkie jak po długim biegu. W sypialni zapala tylko małą lampkę przy łóżku. Rozbiera Cię sama, metodycznie, jak rozpakowuje się coś, co się kupiło dawno temu i wciąż lubi. Każdy guzik koszuli rozpina z namaszczeniem, patrząc Ci w oczy.
„Jutro przed wyjściem założę sukienkę, którą wybierzesz” mówi, przesuwając palcami po Twojej piersi. „Zapniesz mi ją. Podasz mi płaszcz. Odprowadzisz do drzwi.” Popycha Cię lekko na łóżko i staje nad Tobą, wciąż ubrana. „A potem będziesz czekał. I będziesz myślał o tym, co on robi z tym, co dziś należy tylko do Ciebie.”
Zdejmuje golf przez głowę jednym ruchem. Pod spodem nie ma nic. Klęka nad Tobą na łóżku, z kolanami po obu stronach Twoich bioder, i pochyla się tak, że jej włosy, rozpuszczone teraz, zasłaniają Wam świat. „Dziś chcę, żebyś mnie zapamiętał” szepcze. „Dokładnie. Każdy dźwięk. Żebyś jutro miał z czym porównywać.”
Jej biodra opadają powoli, a Ty wstrzymujesz oddech. Porusza się leniwie, bez pośpiechu, prowadząc, jak zawsze, i patrzy Ci w twarz z uwagą, z jaką czyta akta. Kiedy zaczynasz przyspieszać, kładzie Ci dłoń na piersi i zatrzymuje Cię. „Nie. Ja decyduję o tempie. Przyzwyczajaj się.” Jęczysz cicho, a ona uśmiecha się nad Tobą.
Gdzieś na nocnej szafce telefon wibruje jeszcze raz. Dominika nie przerywa, tylko sięga po niego jedną ręką i czyta, nie przestając się poruszać. Potem obraca ekran w Twoją stronę. „Chcesz wiedzieć, co napisał?” pyta, a jej oczy błyszczą w półmroku. „Jedno słowo, a Ci przeczytam. Albo zamknij oczy i zgaduj do rana.”


