Telefon zawibrował na szklanym stoliku dokładnie o wpół do jedenastej, a Magda odsunęła się od ciebie tak gwałtownie, jakby ktoś zapalił w pokoju górne światło. Siedzieliście na wąskiej hotelowej kanapie przy oknie, za którym migały światła żurawi w stoczni, i jeszcze sekundę temu jej usta były na twoich. Teraz poprawiała włosy i patrzyła na ekran. „To on”, powiedziała. „Zawsze dzwonimy na dobranoc. Od dziesięciu lat”.
Poznałeś ją wczoraj rano, przy hotelowym ekspresie, który zaciął się dokładnie wtedy, kiedy chciała zrobić sobie cappuccino. Pomogłeś, ona się zaczerwieniła, a wieczorem wpadliście na siebie w restauracji i zostaliście przy stoliku do zamknięcia. Dziś po kolacji to ona zaproponowała, żebyście dopili wino u niej. W windzie powiedziała ci o mężu, o ich rozmowach i o tym, że on wie. Nie uwierzyłeś do końca, dopóki nie zobaczyłeś, jak ona teraz patrzy na ten telefon.
Przez cały wieczór była inna niż wczoraj. Śmielsza, bardziej rozbawiona, jakby ta rozmowa w windzie coś w niej odblokowała. Kiedy weszliście do jej pokoju, zrzuciła szpilki przy drzwiach i powiedziała, że jeśli będzie się zachowywać głupio, masz jej to po prostu powiedzieć. Nie zachowywała się głupio. Siedziała obok ciebie na kanapie i opowiadała o mężu z czułością, która zupełnie nie pasowała do tego, że po kwadransie całowała cię tak, jakby od lat na to czekała.
„Odbierz”, powiedziałeś. „Wyjdę na korytarz, jeśli chcesz”. Pokręciła głową i złapała cię za nadgarstek, zanim zdążyłeś wstać. „Nie. Zostań. Obiecałam mu, że nie będę niczego ukrywać”. Przesunęła palcem po ekranie i przyłożyła telefon do ucha, a drugą dłonią wciąż trzymała twoją rękę, jakby bała się, że jednak wyjdziesz.
„Cześć, kochanie”, powiedziała miękko, innym głosem niż ten, którym mówiła do ciebie. Słyszałeś przytłumiony męski głos po drugiej stronie, spokojny i ciepły. Pytał o warsztaty, o pogodę w Gdańsku, czy zjadła kolację. Odpowiadała krótko, a jej kciuk kreślił kółka na wnętrzu twojej dłoni, coraz wolniej, coraz bardziej rozproszona.
Potem zapadła cisza. Magda zagryzła wargę i spojrzała na ciebie spod rzęs. „Nie jestem sama”, powiedziała do słuchawki. „Ten mężczyzna, o którym ci wczoraj pisałam. Jest tutaj. Siedzi obok”. Po drugiej stronie przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a ty czułeś, jak wali ci serce, jakbyś to ty miał się z czegoś tłumaczyć.
Usłyszałeś jego głos, cichszy, ale wyraźny w ciszy pokoju. Magda słuchała z przymkniętymi oczami, a jej oddech przyspieszył. „Tak”, szepnęła. „Tak, całowaliśmy się. Zanim zadzwoniłeś”. Znowu chwila ciszy. Potem otworzyła oczy i spojrzała prosto na ciebie, z twarzą zarumienioną aż po uszy. „On pyta, czy może zostać na linii. Nie rozłączać się od razu”.
Nie wiedziałeś, co powiedzieć. Magda odsunęła telefon od ucha i nakryła mikrofon dłonią. „Nie musisz się zgadzać”, powiedziała szybko i cicho. „To jest jego fantazja, nie twoja. Jeśli to dla ciebie za dużo, powiem mu dobranoc i będziemy sami. Naprawdę”. Ale w jej oczach było coś, co mówiło, że to jest także jej fantazja, tylko jeszcze się do niej nie przyznała.
Zapytałeś ją, czego ona chce. Odpowiedziała dopiero po chwili, patrząc na ekran, na zdjęcie męża w kółeczku połączenia. „Chcę, żeby słyszał”, powiedziała. „Chcę, żeby wiedział, że nie robię tego za jego plecami. I chyba chcę, żeby słyszał, jak mi dobrze”. Ostatnie słowa powiedziała tak cicho, że prawie ich nie usłyszałeś.
Skinąłeś głową. Magda odetchnęła i przyłożyła telefon z powrotem do ucha. „Zostań”, powiedziała do męża. „On się zgadza”. Słyszałeś, jak tamten coś odpowiada, i widziałeś, jak ona się uśmiecha, nieśmiało i z czułością, której nie spodziewałeś się w takiej chwili. „Wiem”, szepnęła. „Ja też cię kocham. I pamiętam, co obiecałam”.
Potem włączyła głośnik i położyła telefon na poduszce kanapy, ekranem do góry. Połączenie trwało: zielone cyfry odliczały minuty, sześć, siedem. Z głośnika nie dochodziło nic poza cichym szumem, ale wiedziałeś, że on tam jest. Że słucha. Ta świadomość sprawiła, że pokój nagle zrobił się mniejszy i gorętszy.
Przez chwilę żadne z was się nie ruszało. Magda patrzyła na telefon, ty patrzyłeś na nią, a cisza w pokoju była tak gęsta, że słyszałeś tykanie zegarka na jej nadgarstku. Potem roześmiała się cicho, zakryła twarz dłońmi i powiedziała, że to najdziwniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiła. „I najlepsza”, dodała zza palców. „Chyba najlepsza”.
Magda przysunęła się do ciebie i pocałowała cię, tym razem wolniej, jakby uważała, żeby każdy dźwięk był wyraźny. Czułeś smak wina na jej języku i drżenie jej palców na swoim karku. Kiedy przesunąłeś dłoń na jej udo, pod brzeg zielonej sukienki, westchnęła prosto w twoje usta. Telefon milczał, ale to milczenie było pełne uwagi.
„Powiedz mu, co robisz”, szepnęła nagle, odsuwając się o centymetr. „Proszę. On chce to usłyszeć od ciebie”. Zawahałeś się, bo nigdy w życiu nie mówiłeś do obcego mężczyzny w takiej sytuacji. A potem spojrzałeś na nią, na jej rozchylone usta i oczy błyszczące w świetle lampki, i powiedziałeś na głos, spokojnie, że całujesz jego żonę i że twoja dłoń jest na jej udzie.
Z głośnika dobiegł cichy, przeciągły wydech. Magda zamknęła oczy i zadrżała. „Słyszysz?”, zapytała, ale nie było jasne, do kogo mówi, do ciebie czy do niego. Twoja dłoń przesunęła się wyżej, pod sukienką, aż palce natrafiły na koronkę bielizny. Była gorąca i wilgotna, a Magda jęknęła cicho, tak wyraźnie, że wiedziałeś, że on to usłyszał.
„Mów do mnie”, odezwał się nagle męski głos z telefonu, ochrypły i łagodny zarazem. „Madziu, mów, co czujesz”. Magda otworzyła oczy szeroko, a potem roześmiała się krótko i nerwowo, z policzkami w ogniu. „Czuję jego palce”, powiedziała do telefonu, nie spuszczając wzroku z twojej twarzy. „Czuję, że chcę więcej. Czy to jest w porządku?”
Odpowiedź była krótka. „Jest więcej niż w porządku. Jestem tu”. Magda przełknęła ślinę i opadła plecami na oparcie kanapy, a jej kolana rozchyliły się szerzej, jakby te słowa coś w niej otworzyły. Zsunęła ramiączko sukienki z jednego ramienia, potem z drugiego. Zielony materiał opadł do talii, a ona siedziała przed tobą w czarnym, koronkowym staniku, oddychając szybko.
Pochyliłeś się i całowałeś jej szyję, obojczyk, brzeg koronki, a ona prowadziła cię dłonią, pokazując, gdzie chce cię mieć. Między pocałunkami szeptała do telefonu krótkie zdania: że masz ciepłe usta, że kręci jej się w głowie, że dawno nie była tak rozpalona. Słyszałeś, jak jej głos łamie się przy każdym słowie, i to doprowadzało cię do szaleństwa bardziej niż cokolwiek innego.
Rozpięła ci koszulę drżącymi palcami, guzik po guziku, i przesunęła dłońmi po twoim torsie. „Jest silniejszy od ciebie”, powiedziała w stronę telefonu i od razu zakryła usta dłonią, przerażona własną śmiałością. Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem usłyszeliście cichy śmiech. „Wiem, że lubisz silnych”, odpowiedział. „Nie wstydź się przy mnie”.
Coś w niej wtedy pękło, w najlepszym możliwym sensie. Magda pchnęła cię na oparcie kanapy, usiadła ci okrakiem na kolanach i pocałowała cię tak mocno, że przez chwilę nie słyszałeś nic poza szumem krwi w uszach. Jej biodra kołysały się powoli na twoich, przez materiał spodni, a każde jej westchnienie leciało prosto do mikrofonu telefonu leżącego tuż obok.
Odpowiedź męża zrobiła z nią coś, czego się nie spodziewałeś. Zamiast się speszyć, wyprostowała się na twoich kolanach i spojrzała na ciebie z nową pewnością, jakby właśnie dostała pozwolenie, na które czekała od lat. Przesunęła paznokciami po twoim brzuchu, powoli, w górę i w dół, jakby rysowała mapę, i patrzyła, jak napinają ci się mięśnie.
„Chcę go”, powiedziała w końcu, z czołem opartym o twoje. „Kochanie, chcę go teraz. Mogę?”. Nie patrzyła na telefon. Patrzyła na ciebie, jakby to twoja odpowiedź była najważniejsza, a pytanie do męża było tylko rytuałem, który sama wymyśliła sekundę wcześniej. Czekałeś razem z nią, z dłońmi na jej biodrach.
„Możesz”, odpowiedział głos, cicho i bardzo wyraźnie. „Tylko się nie rozłączaj. Chcę słyszeć, jak mówisz jego imię”. Magda zaśmiała się i zaczerwieniła jeszcze bardziej, bo uświadomiła sobie, że nawet nie zapytała, jak masz na imię. Pochyliła się do twojego ucha i szepnęła: „Powiesz mi? Zanim zacznę je powtarzać?”
Sięgnęła między wasze ciała do paska twoich spodni. Metalowa sprzączka szczęknęła głośno w ciszy pokoju, a z telefonu dobiegł ledwie słyszalny oddech, przyspieszony tak samo jak twój. Magda patrzyła ci prosto w oczy, z dłonią opartą na zamku, i czekała. Na twoje imię, na twój ruch, na to, co za chwilę usłyszy mężczyzna trzysta kilometrów stąd.


