Klub na dachu kamienicy przy Mazowieckiej pęka w szwach, ale przy końcu baru, tam, gdzie Klaudia kazała Ci stać, jest dziwnie spokojnie. Barman zna ją po imieniu i od razu postawił przed Tobą szklankę z lodem i ginem, zanim zdążyłeś cokolwiek zamówić. „Na koszt pani Klaudii” powiedział z miną kogoś, kto widział już niejedno. Muzyka jest głęboka, basowa, czujesz ją w mostku. A Ty patrzysz na parkiet, bo masz patrzeć. Taka była umowa.
Ustaliliście ją wczoraj w wannie, wśród piany, którą Klaudia lubi, bo dobrze wychodzi na relacjach. Mówiła lekko, bawiąc się Twoimi palcami pod wodą. „Jutro zatańczę z kimś. Z kimś, kogo wybiorę na miejscu. A Ty zostaniesz przy barze i będziesz patrzył. Nie podejdziesz, nie zrobisz sceny, nie wyjdziesz.” Zapytałeś, co jeśli będziesz chciał to przerwać. Spojrzała na Ciebie poważnie, bez śladu kokieterii. „Wtedy powiesz słowo. Szampan. Powiesz je barmanowi, a on mi da znać. I wszystko się skończy, bez pytań.”
Teraz widzisz ją na środku parkietu, w srebrnej sukience, która łapie każdy błysk stroboskopu. Tańczy sama już od kilku minut, z zamkniętymi oczami, z rękami uniesionymi nad głową, i wokół niej robi się wolne miejsce, jak wokół ogniska. Mężczyźni patrzą. Kobiety też. Klaudia doskonale o tym wie. W pewnym momencie otwiera oczy i od razu znajduje Cię wzrokiem, jakby wiedziała dokładnie, gdzie stoisz. Uśmiecha się samymi kącikami ust.
Potem odwraca się i wybiera. To trwa sekundę. Wysoki mężczyzna w ciemnej koszuli z podwiniętymi rękawami, z zarostem i spokojem kogoś, kto nie musi się nikomu przypodobać. Klaudia podchodzi do niego tanecznym krokiem, kładzie mu dłoń na piersi i coś mówi, czego nie możesz usłyszeć. On się śmieje, krótko, i kładzie jej dłonie na talii. Czujesz, jak coś zaciska Ci się w żołądku, a jednocześnie nie możesz oderwać wzroku.
Tańczą. Na początku z przyzwoitym dystansem, jak dwoje ludzi, którzy się dopiero poznają. On prowadzi pewnie, ona daje się prowadzić, co samo w sobie jest dla Ciebie zaskoczeniem, bo Klaudia nigdy nie daje się prowadzić. Po każdym obrocie jej oczy wracają do baru. Sprawdzają. Pytają bez słów: wciąż tu jesteś? Wciąż chcesz? Unosisz szklankę o centymetr. Ona odpowiada niemal niewidocznym skinieniem głowy i przysuwa się do niego bliżej.
Barman stawia przed Tobą drugą szklankę, choć pierwsza jest prawie pełna. „Pani Klaudia prosiła, żebym zapytał, czy wszystko w porządku” mówi. Patrzysz na niego zaskoczony. Więc pilnuje Cię nawet stąd. „Wszystko w porządku” odpowiadasz i słyszysz, że to prawda, choć serce bije Ci tak, jakbyś przebiegł kilka pięter po schodach. Barman kiwa głową i wyciąga telefon. Po chwili widzisz, jak Klaudia na parkiecie zerka na swój nadgarstek, na smartwatch, i uśmiecha się szerzej.
Muzyka zwalnia, zmienia się w coś gęstszego, leniwego. Mężczyzna przyciąga ją do siebie i teraz między nimi nie ma już miejsca nawet na światło. Klaudia opiera mu dłonie na karku, a on przesuwa swoje niżej, na biodra, na krzywiznę pośladków, i zatrzymuje się tam, jakby czekał na pozwolenie. Ona nie patrzy na niego. Patrzy na Ciebie. I dopiero kiedy unosisz szklankę po raz drugi, sięga ręką do tyłu i dociska jego dłoń do siebie mocniej.
Zazdrość przychodzi falą, gorąca i kwaśna, a po niej druga fala, której się wstydzisz i której pragniesz jednocześnie. Widzisz, jak on pochyla się do jej ucha i coś mówi, a ona odrzuca głowę do tyłu i śmieje się, tym prawdziwym śmiechem, który rzadko słychać nawet w Waszym mieszkaniu. Myślisz, że mógłbyś teraz powiedzieć słowo. Jedno słowo. Szampan. Barman stoi pół metra od Ciebie. Nie mówisz nic.
Tańczą dalej, a Klaudia odwraca się do niego plecami, opierając się o jego tors. Jego dłonie leżą płasko na jej brzuchu, tuż pod biustem, a ona kołysze biodrami w rytm basu, powoli, wyzywająco, prosto w Twoją stronę. Widzisz każdy szczegół: jak przymyka oczy, kiedy on całuje ją w ramię, jak jej usta rozchylają się lekko, jak cienki materiał sukienki napina się na jej udach. Ludzie dookoła tańczą, ale dla Ciebie na tym dachu są tylko oni dwoje i Ty.
Nagle Klaudia otwiera oczy i patrzy na Ciebie tak intensywnie, że prawie robisz krok do przodu. Prawie. Zostajesz przy barze, z dłonią zaciśniętą na zimnym szkle. Jej usta układają się w dwa słowa, które czytasz bez trudu, bo znasz ten kształt na pamięć. „Patrzysz?” Kiwasz głową. Ona uśmiecha się jak zwyciężczyni i odwraca twarz do mężczyzny. Całuje go. Długo, powoli, bez pośpiechu, z dłonią na jego policzku.
Pocałunek trwa wieczność albo dziesięć sekund, nie wiesz. Wiesz tylko, że widzisz wszystko: jak on wplata palce w jej rozpuszczone włosy, jak ona staje na palcach, jak jej biodra przylegają do jego bioder. Czujesz, jak ciepło zalewa Ci kark i rozlewa się w dół, aż masz wrażenie, że wszyscy w klubie widzą, co się z Tobą dzieje. Barman taktownie odwraca się do półki z butelkami.
Kiedy się od siebie odrywają, Klaudia mówi mu coś do ucha i odsuwa się o krok. On kiwa głową, z lekkim uśmiechem, i zostaje na parkiecie, a ona rusza w Twoją stronę. Idzie przez tłum spokojnie, jakby ludzie rozstępowali się przed nią sami, a pewnie tak właśnie jest. Policzki ma zaróżowione, oczy błyszczące, szminkę rozmazaną w kąciku ust. Staje przed Tobą tak blisko, że czujesz ciepło jej ciała i obcy zapach na jej skórze.
„Nie powiedziałeś słowa” zauważa. To brzmi jak pochwała i jak zarzut jednocześnie. „Nie chciałem” odpowiadasz. Klaudia sięga po Twoją szklankę, upija łyk i oddaje Ci ją, zostawiając na brzegu ślad szminki, która jeszcze przed chwilą była na jego ustach. „Wiem. Widziałam Twoją twarz. Barman pisał mi co pięć minut, że stoisz jak posąg i nie spuszczasz ze mnie oczu.” Pochyla się bliżej. „To było najseksowniejsze w całym wieczorze. Nie on. Ty.”
„A on?” pytasz, kiwając głową w stronę parkietu. Mężczyzna wciąż tam jest, tańczy spokojnie z kieliszkiem w dłoni i od czasu do czasu zerka w Waszą stronę. Klaudia nie odwraca się. „On ma na imię Marek i pytał, czy może pojechać z nami” mówi zwyczajnie, jakby mówiła o taksówce. „Powiedziałam mu, że to nie moja decyzja. Że mam w domu kogoś, kto decyduje o takich rzeczach.”
Patrzysz na nią, zdumiony. Klaudia, która nigdy nikogo o nic nie pyta, która wybiera stolik, restaurację, kolor Waszej pościeli i godzinę, o której zasypiacie, stoi teraz przed Tobą i czeka na Twoją odpowiedź. Jej dłoń spoczywa na Twoim pasku, palce lekko zahaczone o klamrę. „Nie śpiesz się” dodaje cicho. „Ale też nie każ mi długo czekać. Wiesz, że tego nie znoszę.”
Muzyka znowu przyspiesza, ktoś obok wybucha śmiechem, lód grzechocze w szklankach. Ty słyszysz tylko jej oddech, szybki i płytki, i własne serce. Myślisz o tym, jak Marek trzymał jej biodra. O tym, jak patrzyła na Ciebie, kiedy go całowała. O tym, że powiedziała mu, że to Ty decydujesz. Ta ostatnia myśl jest najgorętsza ze wszystkich.
„Jest jeszcze trzecia opcja” mówi Klaudia, jakby czytała Ci w myślach. Przesuwa palcem po Twojej dolnej wardze, rozmazując na niej resztkę swojej szminki. „Zabierasz mnie stąd teraz, sam, bez niego. W taksówce opowiem Ci, co mi szeptał do ucha. A w domu zrobisz to wszystko lepiej. Albo spróbujesz.” Uśmiecha się wyzywająco, ale w jej oczach widzisz coś łagodniejszego, coś tylko dla Ciebie.
Barman stawia przed Wami dwa kieliszki szampana, choć nikt ich nie zamawiał. Klaudia parska śmiechem. „Spokojnie. To nie jest słowo, to tylko wino. Chyba że chcesz, żeby to było słowo.” Bierze kieliszek, podaje Ci drugi i stuka szkłem o szkło. „Za umowę” mówi. „Dotrzymałeś jej. Teraz Twoja kolej, żeby coś postanowić.”
Kątem oka widzisz, że Marek odstawił swój kieliszek i powoli idzie w stronę baru, nie natarczywie, po prostu tak, jakby chciał być w zasięgu, gdy zapadnie decyzja. Klaudia też to widzi i nie robi nic, żeby go zatrzymać. Stoi między Wami dwoma, z kieliszkiem w dłoni i z rozmazaną szminką, piękna, kapryśna, Twoja, i patrzy Ci w oczy z napięciem, którego nie potrafi ukryć.
„No więc?” szepcze. „Mów, kochanie. Ja dziś już wszystko wybrałam. Teraz chcę zobaczyć, co wybierzesz Ty.”


