Telefon wibruje po raz pierwszy, kiedy jeszcze stoisz w korku na Wisłostradzie. Na ekranie wyświetla się zdjęcie Klaudii z jej profilu, z wydętymi ustami i okularami przeciwsłonecznymi, a pod nim mała ikona mikrofonu i długość nagrania: czterdzieści dwie sekundy. Twój kciuk zawisa nad ekranem. Potem przychodzi wiadomość tekstowa. „Nie waż się odsłuchiwać w samochodzie. Zasady pamiętasz.” Odkładasz telefon na siedzenie pasażera ekranem do dołu i zaciskasz dłonie na kierownicy.
Zasady pamiętasz doskonale, bo sam je z nią spisałeś, w jej notatkach w telefonie, przy śniadaniu. To Ty zaproponowałeś tę randkę. Michał, fotograf, z którym pracowała przy kampanii bielizny, od tygodni pisał do niej coraz śmielej, a ona pokazywała Ci te wiadomości ze śmiechem. Pewnego wieczoru powiedziałeś, że powinna się z nim spotkać. Klaudia odłożyła wtedy widelec i patrzyła na Ciebie przez dłuższą chwilę. „Dobrze” powiedziała w końcu. „Ale na moich warunkach. Ty mnie wysyłasz, ja Cię torturuję.”
Warunki były trzy. Ona idzie sama i wraca, kiedy chce. Nagrywa Ci głosówki, ile chce i kiedy chce. A Ty odsłuchujesz je wyłącznie w domu, w łóżku, sam, po kolei, bez przewijania. Zapytałeś wtedy, po co ta ostatnia zasada. „Bo chcę, żebyś czekał” odpowiedziała. „Chcę, żebyś cały wieczór wiedział, że coś na Ciebie czeka, i nie mógł tego dotknąć. Tak jak ja nie będę mogła dotknąć Ciebie.”
Do mieszkania docierasz po dwudziestej drugiej. Na telefonie są już cztery głosówki. Bierzesz prysznic szybciej niż kiedykolwiek, gasisz światło w salonie i kładziesz się w sypialni, na jej połowie łóżka, bo pachnie nią. Za oknem miasto mruga czerwonymi światłami na dachach wieżowców. Bierzesz głęboki oddech i dotykasz pierwszej wiadomości.
„Hej” mówi jej głos, trochę zdyszany, na tle ulicznego szumu. „Właśnie wysiadłam z taksówki. Stoję przed restauracją i widzę go przez szybę. Siedzi przy oknie i udaje, że czyta kartę, ale co chwilę patrzy na drzwi.” Krótki śmiech. „Mam na sobie tę zieloną sukienkę. Tę, której nie lubisz, bo mówisz, że za bardzo przyciąga wzrok. No właśnie. Dlatego ją włożyłam. Dobra, wchodzę. Trzymaj kciuki. Albo nie trzymaj, sama nie wiem.”
Druga głosówka jest cichsza, nagrana chyba w łazience restauracji, bo słychać szum wentylatora i echo kafelków. „Jest zabawny” szepcze Klaudia. „Nie spodziewałam się tego. Opowiadał o sesji w Islandii, gdzie modelka prawie odmroziła sobie tyłek, i śmiałam się tak, że ludzie się oglądali.” Pauza. „Dotknął mojej ręki, kiedy nalewał wino. Przypadkiem. Na pewno nie przypadkiem. Pomyślałam o Tobie i zrobiło mi się gorąco. Muszę wracać, bo pomyśli, że uciekłam.”
Leżysz na plecach z telefonem na piersi i czujesz, jak Twoje ciało reaguje na każdą pauzę w jej głosie. Zazdrość jest tu, oczywiście, zimna jak kafelki w tej łazience, ale jest też coś innego. Wyobrażasz sobie jej dłoń pod jego dłonią, jej śmiech, który zwykle należy tylko do Ciebie. I to wyobrażenie nie boli tak, jak powinno. Zamiast tego pali.
Przypominasz sobie, jak dziś rano stała przed lustrem i zapinała kolczyki, zerkając na Ciebie w odbiciu. „Na pewno?” zapytała wtedy, tylko raz, i nie było w tym kokieterii. Powiedziałeś, że na pewno. Pocałowała Cię w kącik ust, zostawiając ślad błyszczyka, i wyszła, nie oglądając się za siebie. Wtedy wydawało Ci się, że to Ty kontrolujesz ten wieczór. Teraz, leżąc w ciemności z telefonem na piersi, rozumiesz, że oddałeś jej kontrolę w całości, a ona przyjęła ją z wdziękiem kogoś, kto czekał na to od dawna.
Trzecia wiadomość zaczyna się od długiej ciszy i odgłosu kroków na chodniku. „Wyszliśmy” mówi Klaudia. Jej głos jest inny, niższy, leniwy. „Idziemy w stronę jego studia. Powiedział, że chce mi pokazać zdjęcia z kampanii, których nie wysłał do agencji. Oboje wiemy, że nie chodzi o zdjęcia.” Słyszysz, jak bierze oddech. „Zapytał, czy mój chłopak wie, gdzie jestem. Powiedziałam, że mój chłopak sam mnie tu przysłał. Szkoda, że nie widziałeś jego miny.”
Czwarta głosówka trwa tylko dwanaście sekund. „Pocałował mnie w bramie” szepcze. „Przy domofonie. Trzymał mnie za szyję. Delikatnie, ale tak, że nie mogłam się odsunąć. Nie chciałam.” I nic więcej. Odtwarzasz ją jeszcze raz, choć zasady mówią, że po kolei, a nie mówią nic o powtarzaniu. Słuchasz, jak wymawia słowo „szyję”, i zaciskasz dłoń na prześcieradle.
Telefon wibruje w Twojej dłoni. Piąta wiadomość. Potem szósta, prawie od razu. Patrzysz na długości: minuta czterdzieści, potem trzy minuty i pięć sekund. Klaudia pisze tekstem: „Jesteś już w łóżku?” Odpisujesz, że tak. Odpowiedź przychodzi natychmiast. „Grzeczny. To słuchaj dalej. I pamiętaj: rękami nie wolno. Tylko uszami.”
Piąta głosówka nagrana jest w miejscu, w którym słychać tylko cichą muzykę, coś jazzowego, i jej oddech. „Studio jest piękne” mówi. „Wszędzie wiszą odbitki, ogromne, czarno białe. On pokazuje mi swoje zdjęcia, a ja w ogóle na nie nie patrzę. Patrzę na jego dłonie.” Długa pauza. „Zdjął mi sukienkę z jednego ramienia i powiedział, że chce zrobić jedno ujęcie. Tylko dla siebie. Powiedziałam, że może, ale pod warunkiem, że wyśle je też Tobie.”
Prawie wypuszczasz telefon z ręki. Sprawdzasz wiadomości, ale żadnego zdjęcia nie ma. Klaudia jakby to przewidziała, bo w nagraniu śmieje się cicho. „Nie szukaj teraz. Zdjęcie dostaniesz, jak wrócę. Jeśli będziesz grzeczny.” Słyszysz w tle męski głos, niewyraźny, i jej odpowiedź, stłumioną, jakby odsunęła telefon. Potem szelest materiału. I nagranie się kończy.
Przewracasz się na bok i wtulasz twarz w jej poduszkę. Pachnie jej szamponem, czymś słodkim i drogim, i przez moment wyobrażasz sobie, że ona tu jest. Ale jej tu nie ma. Jest w studiu na drugim końcu miasta, z mężczyzną, który ma aparat i ciepłe dłonie, i nagrywa dla Ciebie swój oddech. Ta myśl jest jednocześnie nie do zniesienia i najpiękniejsza na świecie, i dopiero teraz rozumiesz, dlaczego Klaudia tak upierała się przy łóżku.
Leżysz w ciemności i oddychasz ciężko, jakbyś biegł. Ostatnia, szósta głosówka czeka, trzy minuty i pięć sekund, a Ty boisz się jej dotknąć i pragniesz tego bardziej niż czegokolwiek. Myślisz o wszystkich chwilach, w których Klaudia była dla Ciebie kapryśną, rozpieszczoną dziewczyną z telefonem w dłoni. Ta kobieta w nagraniach jest kimś innym. Odważniejszym. I robi to wszystko dla Ciebie, mówiąc do Ciebie.
Dotykasz ekranu. Przez pierwsze sekundy słychać tylko oddechy. Dwa oddechy. Potem jej głos, bardzo blisko mikrofonu, przerywany. „Nie wiem, czy powinnam to nagrywać” szepcze. „Ale obiecałam, że będziesz wiedział wszystko.” Coś skrzypi, jakby kanapa albo stół pod ciężarem. „Jest teraz za mną. Trzyma mnie za biodra. Ja trzymam telefon i myślę tylko o tym, że Ty tego słuchasz.”
Reszta nagrania to nie słowa. To jej westchnienia, coraz krótsze, jego niski pomruk, rytm, którego nie da się z niczym pomylić. W pewnym momencie Klaudia mówi Twoje imię, wyraźnie, prosto do mikrofonu, jak wtedy, gdy jesteście sami i ona jest już blisko. Potem nagranie się urywa, w pół oddechu, i w sypialni zapada cisza tak głęboka, że słyszysz szum lodówki w kuchni.
Przez dłuższą chwilę nie ruszasz się wcale. Twoje ciało jest napięte jak struna, a w głowie masz tylko jej głos i to jedno słowo, Twoje imię. Zasady mówią, że rękami nie wolno. Dotrzymujesz ich, choć to najtrudniejsza rzecz, jaką zrobiłeś od bardzo dawna. Leżysz z zamkniętymi oczami i czekasz, nie wiesz właściwie na co.
Telefon wibruje. Siódma głosówka. Siedem sekund. „Siedzę w taksówce” mówi Klaudia, zmęczonym, ciepłym głosem, w którym słychać uśmiech. „Mam to zdjęcie. I mam na sobie jeszcze jego zapach. Będę za dwadzieścia minut. Nie zapalaj światła.” Odtwarzasz ją trzy razy, choć wiesz już wszystko na pamięć.
Dwadzieścia minut to wieczność. Słuchasz windy, która jeździ w górę i w dół, i za każdym razem serce podchodzi Ci do gardła. Wreszcie słyszysz cichy zgrzyt klucza, kroki boso na podłodze, szelest sukienki zostawionej gdzieś w przedpokoju. Drzwi sypialni otwierają się powoli. W smudze światła z korytarza widzisz jej sylwetkę, z rozpuszczonymi włosami i telefonem w dłoni, którego ekran świeci jej twarz od dołu.
„Słuchałeś wszystkiego?” pyta cicho. Kiwasz głową, choć wiesz, że w ciemności tego nie widzi. „Tak” mówisz, a Twój głos brzmi obco. Klaudia podchodzi do łóżka i siada na brzegu, tuż obok Twojego biodra, ale Cię nie dotyka. Pachnie nocą, winem i nim. Odwraca ekran telefonu w Twoją stronę. Na zdjęciu jest ona, w półmroku studia, z zieloną sukienką zsuniętą z ramienia i spojrzeniem skierowanym prosto w obiektyw, czyli prosto w Ciebie.
„Zrobił je dla siebie” mówi. „A ja kazałam mu je wysłać mnie. Żebym mogła Ci je pokazać sama.” Kładzie telefon na kołdrze, na Twojej piersi, i pochyla się tak, że jej włosy łaskoczą Ci szyję. „Rękami nadal nie wolno” szepcze Ci do ucha. „Chyba że powiesz mi, co chcesz zrobić najpierw. Masz jedną szansę, kochanie. Wybierz dobrze.”


