Pierwsze, co widzisz po otwarciu drzwi, to Twoje odbicie przecięte czerwonymi literami. Ogromne lustro w przedpokoju, to samo, przed którym Klaudia nagrywa codzienne stylizacje, jest zapisane od góry do dołu jej charakterem pisma, zamaszystym i trochę krzywym. Szminka, ta droga, w złotej oprawce, leży na komodzie, starta prawie do końca. Zamykasz drzwi powoli i stoisz z kluczami w dłoni, czytając pierwszy punkt.
„Zasada pierwsza. Umawiam się, z kim chcę i kiedy chcę.” Niżej, mniejszymi literami: „Nie pytam o pozwolenie. Informuję.” Zasada druga: „Nie mówię Ci, z kim jestem, dopóki nie wrócę.” Zasada trzecia: „Dowiadujesz się wszystkiego, ale dopiero wtedy, gdy uznam, że zasłużyłeś.” Na samym dole, pod grubą kreską, jedno słowo i dwukropek: „Podpis”. Obok narysowane małe serduszko, przekreślone i narysowane jeszcze raz.
„Podoba Ci się?” Jej głos dobiega z salonu. Klaudia siedzi na wielkim, białym fotelu przy oknie, z nogami przerzuconymi przez poręcz, w Twojej koszuli i niczym więcej. Przegląda coś na telefonie, nie podnosząc wzroku. „Napisałam to dziś rano. Trzy razy poprawiałam, bo szminka się kończyła. Musiałam zrezygnować z zasady czwartej.” Wreszcie patrzy na Ciebie, z tym znudzonym, wyzywającym wyrazem twarzy, który znasz z jej najlepszych zdjęć.
„Jaka była czwarta?” pytasz, odkładając klucze. Klaudia wzrusza ramionami. „Że w każdą sobotę śniadanie przynosisz mi do łóżka. Ale to i tak robisz, więc szkoda było szminki.” Odkłada telefon na parapet i siada prosto, krzyżując nogi. Koszula rozchyla się lekko na jej udach. „Mówię poważnie. Od miesiąca bawimy się w to, że pozwalasz mi na randki. Ja pytam, Ty się zgadzasz, ja wracam i opowiadam. Jest miło. Ale mnie już nudzi to pytanie.”
Podchodzisz bliżej i siadasz na brzegu kanapy naprzeciwko niej. Wiesz, że Klaudia nie znosi nudy bardziej niż czegokolwiek innego, bardziej niż złego oświetlenia i spadków zasięgów. „Czyli co?” pytasz. Klaudia pochyla się w Twoją stronę, opierając łokcie na kolanach. „Czyli chcę, żebyś przestał mi pozwalać. Chcę, żebyś po prostu wiedział, że mogę. W każdej chwili. I żebyś żył z tą myślą.”
Przypominasz sobie ostatni miesiąc. Pierwszą randkę, po której wróciła roztrzęsiona i szczęśliwa, i opowiadała Ci wszystko do trzeciej nad ranem. Drugą, z której przyniosła Ci jego wizytówkę jak trofeum. Trzecią, po której nie powiedziała nic przez cały dzień, tylko uśmiechała się do siebie nad kawą, aż wieczorem sam ją błagałeś, żeby zaczęła mówić. Każda była trochę dalej niż poprzednia. Każda trochę bardziej Twoja, choć przecież nie byłeś na żadnej z nich.
Te słowa trafiają Cię gdzieś głęboko, w miejsce, którego istnienia nie byłeś świadomy, zanim ją poznałeś. Wyobrażasz sobie zwykły wtorek. Ona wychodzi rano z torbą na siłownię, a Ty nie wiesz, czy wieczorem wróci prosto do domu, czy najpierw do kogoś innego. Wyobrażasz sobie, jak patrzysz na zegarek. Jak słyszysz windę. Jak czekasz, aż powie, że zasłużyłeś. Zazdrość i podniecenie zalewają Cię razem, nierozerwalnie.
„Widzę, że myślisz” mówi Klaudia z satysfakcją. „Twoje uszy robią się czerwone, kiedy myślisz o takich rzeczach. Uwielbiam to.” Wstaje z fotela i podchodzi do Ciebie boso, powoli, kołysząc biodrami. Staje między Twoimi kolanami. Twoja koszula na niej jest za duża, rękawy podwinięte, guziki zapięte tylko do połowy. „Ale żeby było jasne” dodaje ciszej. „Hasło zostaje. Zawsze. Jeśli powiesz bursztyn, wszystko się kończy. Ta zasada jest ważniejsza niż wszystkie na lustrze.”
Kiwasz głową. Bursztyn. Wybrała je, bo mówi, że masz oczy w tym kolorze, kiedy jesteś zazdrosny. Klaudia kładzie Ci dłonie na ramionach i przechyla głowę. „Podpiszesz?” pyta. „Zanim odpowiesz, musisz wiedzieć jeszcze jedną rzecz.” Robi pauzę, bo uwielbia pauzy. „Dziś po południu miałam spotkanie. Nie powiem z kim. Nie powiem gdzie. Powiem tylko, że wróciłam godzinę przed Tobą.”
Czujesz, jak krew uderza Ci do głowy. Patrzysz na nią uważniej: na lekko zaczerwienioną skórę na jej obojczyku, na włosy, które są wilgotne na końcach, jakby niedawno brała prysznic, na Twoją koszulę, którą włożyła, choć zwykle chodzi po domu w jedwabnym szlafroku. Wszystko to mogło być niczym. Albo wszystkim. Klaudia obserwuje, jak szukasz śladów, i jej uśmiech robi się coraz szerszy.
„Szukasz?” droczy się. „Nie znajdziesz. Umyłam się bardzo dokładnie. To też część zabawy.” Przesuwa palce z Twoich ramion na kark i wplata je we włosy. „A może to nieprawda. Może cały dzień siedziałam w domu i pisałam szminką po lustrze. Nie dowiesz się, dopóki nie zasłużysz.” Pochyla się i całuje Cię w czoło, niemal po przyjacielsku, co jest najbardziej prowokującą rzeczą, jaką mogła zrobić.
„Jak mam zasłużyć?” pytasz ochryple. Klaudia odsuwa się o krok i patrzy na Ciebie z góry, z założonymi rękami. Przez chwilę naprawdę wygląda na kogoś, kto ma trzysta tysięcy ludzi gotowych spełnić każde jej życzenie, i kto właśnie wybrał Ciebie, żebyś spełnił to jedno. „To proste” mówi. „Przyznasz na głos, że chcesz wiedzieć. Że to Cię kręci. Bez wykrętów, bez żartów. A potem podpiszesz lustro.”
Cisza w salonie gęstnieje. Słyszysz szum klimatyzacji, odległy dźwięk syreny gdzieś na dole, jej spokojny oddech. Wstajesz powoli i jesteś teraz od niej wyższy o głowę, ale nie czujesz się wcale silniejszy. Klaudia nie cofa się ani o centymetr. Czeka, z brodą lekko uniesioną, z błyskiem w oczach, w którym widzisz ciekawość i, pod spodem, odrobinę niepokoju. Ona też ryzykuje. Ona też nie wie, co powiesz.
„Chcę wiedzieć” mówisz. Słowa wychodzą ciężko, jakby każde ważyło kilogram. „Chcę wiedzieć, z kim byłaś. Chcę wiedzieć, jak Cię dotykał. I tak, kręci mnie to. Kręci mnie, że możesz, i że wracasz do mnie.” Klaudia wypuszcza powietrze, którego chyba nie była świadoma, że wstrzymuje. Jej twarz mięknie na ułamek sekundy, a potem znowu zakłada maskę kapryśnej królowej, ale już nie tak szczelnie.
Przez chwilę stoisz z uniesioną szminką i nie piszesz. Klaudia nie ponagla Cię, co jest do niej zupełnie niepodobne. Czujesz tylko, jak jej palce zaciskają się lekko na Twoim przedramieniu, a jej oddech robi się płytszy. W lustrze widzisz, że przygryza dolną wargę. Ta sama dziewczyna, która jednym zdjęciem potrafi rozpalić komentarze do czerwoności, teraz czeka na Twój ruch jak na wyrok, i to właśnie ta jej nagła bezbronność sprawia, że przykładasz szminkę do szkła.
„Grzeczny” szepcze. Bierze Cię za rękę i prowadzi do przedpokoju, przed lustro. Podnosi z komody szminkę i wkłada Ci ją w palce. W odbiciu widzisz Was oboje: ją w Twojej koszuli, opartą plecami o Twój tors, i siebie, z czerwonym sztyftem w dłoni, nad listą zasad, które zmieniają wszystko. „Podpisz” mówi. „Pełnym imieniem. Żebym mogła potem zrobić zdjęcie i powiesić je w sypialni.”
Podpisujesz. Litery wychodzą krzywo, bo szminka się kruszy, a ręka Ci drży. Klaudia patrzy na Twój podpis tak, jak patrzy na post, który przebił milion wyświetleń, z czystą, nieskrywaną satysfakcją. Potem odwraca się w Twoich ramionach, twarzą do Ciebie, i opiera dłonie płasko na Twojej piersi. „Zasłużyłeś” mówi. „Na pierwszą część.”
„Pierwszą?” pytasz. Klaudia uśmiecha się szeroko. „Był wysoki” mówi powoli. „Starszy ode mnie o dobre dziesięć lat. Nie powiem, jak ma na imię, bo to by Ci zepsuło zabawę. Zaprosił mnie na kawę i nawet jej nie dopiliśmy.” Jej palce zaczynają rozpinać guziki Twojej koszuli, którą ma na sobie, jeden po drugim, bardzo powoli. „Resztę opowiem Ci w łóżku. Każdy szczegół. Ale tylko pod jednym warunkiem.”
Ostatni guzik ustępuje. Koszula rozchyla się, a Ty widzisz na jej biodrze, nisko, ślad, którego nie było rano. Mały, wyraźny, zostawiony przez czyjeś usta. Klaudia śledzi Twój wzrok i nie próbuje niczego zakryć. Przeciwnie, przesuwa materiał jeszcze kawałek w bok, żebyś widział dokładnie. „Jednak nie umyłam się aż tak dokładnie” mówi niewinnie. „Ups.”
„Jaki warunek?” pytasz. Twój głos jest prawie szeptem. Klaudia przysuwa się tak blisko, że czujesz bicie jej serca przez cienką tkaninę. Jest szybkie, równie szybkie jak Twoje. Ta gra kosztuje ją więcej, niż pokazuje, i to, że to widzisz, sprawia, że pragniesz jej jeszcze bardziej. „Że kiedy będę opowiadać” szepcze Ci w usta, „będziesz robił dokładnie to, co on. W tej samej kolejności. A ja Ci powiem, czy robisz to lepiej.”
Za Twoimi plecami lustro pełne czerwonych liter odbija Was oboje, splecionych w przedpokoju. Na górze pierwsza zasada, na dole Twój krzywy podpis. Klaudia czeka na odpowiedź, z dłońmi na Twoich biodrach, z rozchylonymi ustami, z tym śladem na skórze, który jest jednocześnie wyzwaniem i prezentem. Wiesz, że cokolwiek teraz powiesz, ten wieczór będzie pierwszym z wielu.
„No?” mruczy. „Podpisałeś regulamin, kochanie. Teraz pokaż mi, że umiesz go przestrzegać.”


