Basen na najwyższym piętrze hotelu był o tej porze prawie pusty. Za szklaną ścianą ciemniała zatoka, światła statków kołysały się nisko nad wodą, a ty pływałeś powoli od ściany do ściany, myśląc o wszystkim i o niczym. Kiedy wynurzyłeś się przy brzegu, zobaczyłeś ją: rudowłosą kobietę w czarnym kostiumie, siedzącą na krawędzi z nogami w wodzie. Patrzyła na ciebie bez skrępowania, jakby czekała, aż dopłyniesz.
„Pływasz jak ktoś, kto ma jutro ważne spotkanie”, powiedziała, kiedy oparłeś łokcie o kafelki obok jej kolan. „Za równo. Za grzecznie”. Zapytałeś, skąd to wie, a ona wzruszyła ramionami i powiedziała, że pracuje w HR i całe dnie ocenia ludzi po tym, jak siedzą na krześle. Przedstawiła się jako Magda. Zauważyłeś obrączkę i piegi na ramionach, gęste jak po całym lecie spędzonym na słońcu.
Rozmawialiście długo, ty w wodzie, ona nad tobą, aż ratownik zaczął zbierać deski do pływania i zapowiedział zamknięcie za kwadrans. Wtedy Magda pochyliła się niżej i powiedziała, że musi ci coś wyjaśnić, zanim zaprosi cię na drinka. Że ma męża. Że on wie, że ona jest tu sama, i że między nimi obowiązuje jedna, bardzo prosta zasada.
„Jutro rano, kiedy zadzwonię do niego z pociągu, opowiem mu wszystko”, powiedziała, mieszając stopą wodę. „Ze szczegółami. Co zjadłam, co miałam na sobie, z kim rozmawiałam. A jeśli coś się wydarzy, to też. Zwłaszcza to”. Spojrzała na ciebie z ukosa i dodała, że to on wymyślił tę zasadę, rok temu, w łóżku, szeptem, jakby przyznawał się do zbrodni.
Zapytałeś, czy już kiedyś miała co opowiadać. Roześmiała się tak głośno, że ratownik się odwrócił. „Nigdy”, powiedziała. „Dziesięć lat małżeństwa i ani jednego pocałunku z kimś innym. Za każdym razem wracałam i mówiłam mu o kolacji w hotelu i o tym, że prezentacja się udała. Widziałam, jak próbuje ukryć rozczarowanie”. Przestała się śmiać i spojrzała na ciebie poważnie. „Tym razem chcę mieć co opowiadać”.
W barze na dole zamówiła dla was dwa kieliszki prosecco i zanim dotknąłeś swojego, wyjęła telefon. Otworzyła notatki i pokazała ci pusty ekran z nagłówkiem „Dla P.”. „Zapisuję wszystko, co mi przyjdzie do głowy”, wyjaśniła. „Żeby rano niczego nie pominąć. On lubi szczegóły. Kolor, zapach, słowa”. Wpisała pierwszą linijkę i pokazała ci ją z uśmiechem: „Poznałam go na basenie. Miał mokre rzęsy”.
Przez następną godzinę grała w grę, której zasady wymyślała na bieżąco. Pytała cię, jak masz na imię, czym się zajmujesz, gdzie mieszkasz, i po każdej odpowiedzi coś notowała. Potem zaczęła pytać o inne rzeczy. Co pierwsze zauważyłeś, kiedy ją zobaczyłeś. Co byś zrobił, gdyby nie było ratownika. Za każdym razem rumieniła się trochę bardziej i notowała trochę szybciej.
W pewnym momencie poprosiła, żebyś opisał jej zapach. Zaśmiałeś się, ale ona mówiła poważnie i czekała z palcem nad ekranem. Pochyliłeś się więc do jej szyi i powiedziałeś, że pachnie chlorem, wanilią i czymś ciepłym, czego nie umiesz nazwać. Zapisała to słowo w słowo, a potem dopisała coś jeszcze i zasłoniła ekran dłonią, kiedy próbowałeś przeczytać.
„Powiedz to”, poprosiła w końcu, odkładając telefon na blat. „Co byś zrobił. Do ucha”. Pochyliłeś się nad nią, tak blisko, że jej włosy, wciąż wilgotne po basenie, łaskotały cię w policzek. Powiedziałeś cicho, co byś zrobił, gdybyście byli sami. Słowo po słowie, bez pośpiechu. Kiedy skończyłeś, Magda siedziała nieruchomo, z zamkniętymi oczami i dłonią zaciśniętą na nóżce kieliszka.
„Tego nie zapiszę”, powiedziała w końcu zachrypniętym głosem. „Tego nie da się zapisać. To muszę mu opowiedzieć sama”. Dopiła prosecco jednym haustem i wstała, zostawiając na blacie banknot za oba kieliszki. Spojrzała na ciebie przez ramię i zapytała, czy idziesz. Nie musiała pytać dwa razy.
W windzie, zanim drzwi się zamknęły, przycisnęła cię do lustrzanej ściany i pocałowała. Smakowała prosecco i chlorem z basenu, a jej ciało pod cienkim szlafrokiem było gorące. Kiedy winda ruszyła, odsunęła się i spojrzała na kamerę w rogu sufitu. „Pierwszy pocałunek w windzie”, powiedziała z udawaną powagą. „Szczegół numer jeden. Obiecaj, że będzie ich dużo więcej”.
Na korytarzu szła przed tobą boso, ze szlafrokiem przewiązanym byle jak i klapkami w dłoni, i co kilka kroków oglądała się przez ramię, jakby sprawdzała, czy wciąż tam jesteś. Przed drzwiami pokoju długo szukała karty w kieszeni, aż w końcu zaśmiała się nerwowo i przyznała, że ręce jej się trzęsą. Wyjąłeś kartę z jej palców i otworzyłeś drzwi sam.
W pokoju nie zapaliła górnego światła. Podeszła do okna, odsunęła zasłonę na całą szerokość i stanęła tyłem do ciebie, na tle świateł portu. „Rozbierz mnie tutaj”, poprosiła. „Powoli. Chcę mu opowiedzieć, że ktoś mnie rozbierał przy oknie, a ja się nie bałam”. Jej głos drżał odrobinę, ale dłonie, oparte o parapet, były zupełnie spokojne.
Rozwiązałeś pasek jej szlafroka i zsunąłeś go z jej ramion. Pod spodem wciąż miała czarny kostium, jeszcze trochę wilgotny, pachnący basenem. Przesunąłeś palcami wzdłuż jej kręgosłupa, a ona wygięła plecy jak kotka i oparła czoło o zimną szybę. „Mów do mnie”, szepnęła. „Opisuj mi, co robisz. Muszę zapamiętać twoje słowa”.
Opisywałeś więc. Że zsuwasz ramiączko kostiumu z jej lewego ramienia i całujesz miejsce, gdzie odcisnęło się na skórze. Że potem zsuwasz drugie. Że materiał opada do jej talii, a ty widzisz w szybie odbicie jej piersi i jej twarzy, z oczami zamkniętymi i ustami rozchylonymi. Że twoje dłonie obejmują ją od tyłu, a ona oddycha tak szybko, jakby przepłynęła cały basen pod wodą.
Magda położyła dłonie na twoich dłoniach i przycisnęła je mocniej do swojego ciała. „Jeszcze”, powiedziała. „Opowiadaj dalej”. Zsunąłeś kostium niżej, przez biodra, aż opadł na podłogę wokół jej stóp, i Magda stała przed oknem zupełnie naga, z rudymi włosami w nieładzie i piegami rozsypanymi aż na pośladki. Przez chwilę żadne z was nic nie mówiło.
Jej odbicie w szybie patrzyło na ciebie i przez sekundę miałeś wrażenie, że w tym pokoju jest was troje: ty, ona i ktoś, kto jutro rano usłyszy każde słowo. Magda chyba pomyślała to samo, bo uśmiechnęła się do swojego odbicia, jakby do kogoś puszczała oko. „On by oszalał, gdyby to widział”, szepnęła. „A ja mu to opowiem tak, że zobaczy”.
Potem odwróciła się do ciebie, z plecami opartymi o szybę, i spojrzała ci w oczy. „Teraz ty”, powiedziała. Zdjęła z ciebie szlafrok, który narzuciłeś po basenie, i jej palce zatrzymały się na gumce twoich kąpielówek. Zawahała się i roześmiała cicho. „On mnie zapyta, jaki byłeś. Wszędzie. Nie chcę mu kłamać”.
Zsunęła je powoli, klękając przed tobą na dywanie, i patrzyła na ciebie z dołu, z wypiekami na policzkach i iskrą w oczach, jakiej pewnie nikt u niej nie widział od bardzo dawna. Jej dłoń objęła cię ostrożnie, potem pewniej. „Zapamiętam”, szepnęła bardziej do siebie niż do ciebie. „Każdy szczegół”. A potem pochyliła się i dotknęła cię ustami.
Oparłeś dłoń o chłodną szybę, bo nogi ugięły się pod tobą. Magda robiła to powoli, uważnie, jakby rzeczywiście się uczyła, i co jakiś czas podnosiła na ciebie wzrok, sprawdzając, czy dobrze. Kiedy westchnąłeś jej imię, uśmiechnęła się z ustami wciąż przy tobie, i ten uśmiech był najbardziej nieprzyzwoitą rzeczą, jaką widziałeś od lat.
Po chwili wstała, otarła usta wierzchem dłoni i pociągnęła cię za rękę w stronę łóżka. Położyła się na środku pościeli, na plecach, z jedną nogą ugiętą w kolanie, i sięgnęła po telefon leżący na stoliku nocnym. Przez moment pisała coś szybko w notatkach, a ty stałeś nad nią, nie wiedząc, czy się śmiać, czy błagać, żeby skończyła.
„Ostatnia linijka przed tym, co będzie dalej”, wyjaśniła, odkładając telefon. „Szczegół numer siedem: leżę na łóżku i czekam, a on patrzy na mnie, jakby nie wiedział, od czego zacząć”. Spojrzała na ciebie spod rzęs i rozchyliła kolana trochę szerzej. „Więc od czego zaczniesz? Rano będę musiała mu powiedzieć”.
Uklęknąłeś na łóżku między jej nogami. Zapach jej skóry mieszał się z zapachem chloru i perfum, a w oknie za tobą migotały światła statków, jakby cały Gdańsk zaglądał wam przez ramię. Magda wyciągnęła ręce i przyciągnęła cię do siebie, aż poczułeś ciepło jej ciała na całej długości swojego. Jej obrączka przesunęła się po twoich plecach.
„Zacznij od czegoś, czego on nigdy nie robił”, szepnęła ci w usta. „Żeby rano zabrakło mi słów”. Jej biodra uniosły się na spotkanie twoich, powoli, pytająco, a w oczach miała tę samą mieszankę strachu i głodu co na basenie, tylko teraz głód był dużo większy. Zatrzymałeś się o włos od niej i patrzyłeś, jak czeka.


