W mieszkaniu na trzecim piętrze zostało już tylko ciepłe światło, cicha muzyka i zapach pomarańczy ze skorupek na talerzu. Gospodarze poszli do kuchni nastawić czajnik, a reszta gości rozeszła się wcześniej, więc w salonie zostaliście we troje na dywanie. Kasia opierała brodę na kolanie i śmiała się tak zwyczajnie, jakbyście wpadli na siebie na klatce, a nie w środku gry, która przestała być niewinna. Ania, jej koleżanka z pracy, miała dwadzieścia siedem lat, krótkie ciemne włosy i rumieniec, którego nie umiała schować. Ty siedziałeś plecami przy sofie, czułeś szorstki splot dywanu pod dłonią i wiedziałeś, że następne pytanie zmieni cały wieczór.
Butelka wina stała na stole prawie nietknięta, bo nikt z was nie chciał mgły w głowie. Kasia przesunęła pustą filiżankę na środek dywanu i powiedziała, że skoro zostaliście, to dokończycie rundę uczciwie. Jej głos był lekki, trochę kpiący, ale oczy miała uważne, jakby sprawdzała, czy naprawdę chcesz zostać. Ania przytaknęła cicho i podwinęła rękawy swetra, odsłaniając przedramiona z drobną gęsią skórką. Ty poczułeś, że w pokoju jest cieplej, niż wskazuje termostat przy drzwiach.
„Twoja kolej, nie udawaj, że patrzysz w podłogę”, powiedziała Kasia i szturchnęła filiżankę w twoją stronę. Filiżanka zatrzymała się przy twoim kolanie, a w głośniku zabrzmiał niski kawałek, który zagłuszył szum czajnika. Ania spojrzała na ciebie, potem na Kasię, i roześmiała się krótko, nerwowo, jak ktoś, kto już wie, że żart się kończy. „Prawda czy wyzwanie”, dodała Kasia miękko, bez teatralnego tonu, tak jakby pytała, czy dolać kawy. Ty wybrałeś wyzwanie, bo prawda wydała ci się w tej chwili jeszcze bardziej niebezpieczna.
„Dobrze. Usiądź między nami i nie ruszaj rąk, dopóki któraś z nas nie powie, że możesz”, rzuciła, a potem od razu spojrzała poważniej. „Tylko jeśli chcesz. Jak nie, to kończymy i idziemy po herbatę, bez głupich min”. Ania kiwnęła głową, a jej kolano drgnęło, kiedy przesunęła się kawałek w lewo, robiąc ci miejsce. Ty poczułeś suchość w gardle, ale skinąłeś, bo chciałeś tego jasno, nie z grzeczności.
Przesunąłeś się po dywanie i usiadłeś między nimi, plecami do sofy, z dłońmi na udach. Kasia pachniała mandarynką i ciepłą skórą, Ania czymś drzewnym, może perfumami, które zostały na swetrze. Ich ramiona dotykały twoich, lekko, jakby jeszcze sprawdzały granicę. Z kuchni dobiegł brzęk łyżeczki, daleki i zwyczajny, i przez to wszystko wydało się jeszcze bardziej prawdziwe. Kasia pochyliła się do twojego ucha i szepnęła, że masz oddychać normalnie, bo i tak słychać, kiedy przyspieszasz.
„Mogę cię dotknąć przez koszulę?”, zapytała, nie spuszczając wzroku. Ty powiedziałeś, że tak, i dopiero wtedy położyła dłoń na twoim mostku, płasko, bez pośpiechu. Czułeś ciepło jej palców przez bawełnę i drobne drżenie, które wcale nie było strachem. Ania patrzyła na ten gest i oblizała dolną wargę, jakby chciała coś powiedzieć, ale czekała na własne tak. „A ty, Ania, chcesz zostać w tej rundzie, czy wolisz tylko patrzeć?”, spytała Kasia wprost, bez cienia nacisku.
Ania milczała przez dwa uderzenia serca, a potem odłożyła poduszkę, którą bezwiednie ściskała. „Chcę zostać, chcę dotykać, jeśli on też tego chce, i chcę móc powiedzieć dość w każdej chwili”, odrzekła cicho, ale wyraźnie. Ty spojrzałeś na nią i potwierdziłeś, że dość działa dla wszystkich, także dla ciebie. Kasia uśmiechnęła się tym swoim zwykłym, sąsiedzkim uśmiechem, jakbyście ustalali, kto zmywa kubki. „No to mamy zasady i wreszcie coś dorosłego w tej grze”, mruknęła i przysunęła się bliżej.
Jej dłoń zsunęła się niżej, na twój brzuch, a druga odgarnęła ci włosy z czoła. Ania dotknęła twojego nadgarstka, najpierw ostrożnie, potem pewniej, kiedy nie cofnąłeś ręki. Materiał koszuli zrobił się zbyt ciasny przy kołnierzu, a w pokoju słychać było tylko muzykę i wasze oddechy. Kasia musnęła ustami kącik twoich warg, nie całując jeszcze naprawdę, tylko sprawdzając smak. „Powiedz, czy mam iść dalej”, szepnęła, i w tym szepcie nie było już samej przekory.
Powiedziałeś, że tak, i wtedy pocałowała cię naprawdę, wolno, z językiem ciepłym i pewnym, bez pośpiechu na pokaz. Ania przysunęła usta do twojej szyi i pocałowała skórę tuż nad kołnierzem, a ty poczułeś, jak przechodzi cię dreszcz aż do lędźwi. Kasia oderwała się na sekundę, spojrzała na Anię i roześmiała się cicho. „Nie kradnij go całego, ja tu też jestem”, powiedziała żartem, ale palce splotła z jej palcami na twojej piersi. Ania odpowiedziała, że miejsca starczy, jeśli wszyscy będą mówić, czego chcą.
Ty odchyliłeś głowę na sofę i poczułeś, jak dwie różne pary ust uczą się twojej skóry. Kasia całowała mocniej, z lekkim przygryzieniem wargi, Ania wolniej, prawie nieśmiało, aż dostała od ciebie ciche przyzwolenie na więcej. Zapach pomarańczy mieszał się z ich perfumami i z ciepłem, które biło od waszych ciał. Dywan drapał cię w łydkę, a lampa rzucała na ścianę trzy splątane cienie. Kasia szepnęła, że lubi, kiedy nie udajesz opanowania, bo wtedy wiadomo, że to dzieje się naprawdę.
„Zdejmij mi sukienkę z ramion, ale tylko tyle”, poprosiła, patrząc ci w oczy. Ty zrobiłeś to powoli, a cienkie ramiączka zsunęły się, odsłaniając obojczyki i górę piersi nad koronką stanika. Skóra miała tam jaśniejszy ślad od słońca i była ciepła, kiedy musnąłeś ją kciukiem. Ania wstrzymała oddech, a potem sama ściągnęła sweter przez głowę, zostając w prostej czarnej bluzce. „Też chcę czuć was na sobie, nie tylko patrzeć”, powiedziała i zarumieniła się jeszcze mocniej, ale nie cofnęła się ani o centymetr.
Kasia przyciągnęła Anię bliżej i pocałowała ją krótko, sprawdzając, a Ania odpowiedziała od razu, miękko, z dłonią na jej talii. Ty patrzyłeś na ten pocałunek z bliska, czułeś ich oddechy na swojej twarzy i nie umiałeś udawać, że to nadal tylko gra. Kasia oderwała się i oparła czoło o twoje. „Podoba ci się? Bo mnie tak, i jej też, tylko powiedz to głośno, żebym nie zgadywała”, rzuciła ze śmiechem, który był trochę drżący. Ty powiedziałeś, że tak, że chcesz je obie właśnie tak, świadomie i bez pośpiechu na siłę.
Ania uklękła po twojej prawej stronie i położyła twoją dłoń na swojej talii, dając ci jasny znak. Pod bluzką czułeś ciepło, szczupły bok i szybkie bicie serca. Kasia usiadła ci na udach bokiem, sukienka podwinęła się wyżej, a jej kolano oparło się o udo Ani. Ciężar jej ciała był konkretny, przyjemny, i poczułeś, jak twardniejesz pod jej biodrem, bez żadnej możliwości ukrycia. „O, jest”, szepnęła Kasia przy twoich ustach, zadowolona, ale nadal uważna. „Chcesz, żebym została dokładnie tutaj?”
Potwierdziłeś, a ona poruszyła biodrami ledwie o centymetr, jakby próbowała rytm, nie chcąc jeszcze niczego rozstrzygać. Ania całowała twoją dłoń, potem wnętrze nadgarstka, i spytała, czy może rozpiąć ci guzik koszuli. Ty zgodziłeś się, a jej palce były chłodniejsze niż palce Kasi, co tylko wyostrzyło każdy dotyk. Guziki ustępowały jeden po drugim, aż powietrze z okna musnęło ci nagą pierś. Kasia przywarła ustami do twojego obojczyka i mruknęła, że smakujesz solą i tym wieczorem, który wymknął się filiżance.
Z kuchni dobiegł śmiech gospodarzy, zwyczajny, daleki, i Kasia na moment zastygła. „Zostają tam jeszcze chwilę. Jak chcesz, przeniesiemy się do pokoju na końcu, drzwi mają zamek”, powiedziała rzeczowo, gładząc cię po karku. Ania przytaknęła od razu, że woli ciszę i pewność, że nikt nie wejdzie. Ty też chciałeś tego spokoju, więc wstałeś razem z nimi, trochę niepewnie na nogach od napięcia, nie od alkoholu. Korytarz pachniał proszkiem do prania, a deski skrzypnęły pod bosymi stopami Kasi.
W małym pokoju paliła się tylko lampka na komodzie, a łóżko było przykryte granatową narzutą, która szeleściła pod kolanami. Zamknąłeś drzwi na zamek, a Kasia sprawdziła klamkę i kiwnęła, jakby odhaczała coś ważnego na liście. Ania usiadła na brzegu łóżka i wyciągnęła do was ręce, już bez wahania, tylko z oczekiwaniem. Kasia zdjęła sukienkę do końca i została w jasnej bieliźnie, naturalna, bez pozy, z uśmiechem, który znasz z dziennych rozmów. „Nadal chcesz? Bo ja chcę, i Ania chce, ale to ma być twoje tak, nie nasze założenie”, powiedziała, stojąc bardzo blisko.
Powiedziałeś, że chcesz, i przyciągnąłeś ją do siebie, całując głębiej niż w salonie. Ania wstała, przywarła do twoich pleców i rozpięła ci pasek, zatrzymując się przy suwaku, jakby to był próg, którego nie przekroczy bez słowa. Jej piersi przez bluzkę naciskały cię między łopatkami, a oddech grzał kark. Kasia wsunęła dłoń między was i pogładziła cię przez spodnie, powoli, aż syknąłeś w jej usta. „Jesteś taki twardy, że aż żal udawać, że jeszcze gramy”, szepnęła, a w jej głosie była szczera, radosna chciwość.
Ania zapytała, czy może zdjąć bluzkę, i kiedy oboje potwierdziliście, zrobiła to jednym ruchem, zostając w samej bieliźnie. Kasia odwróciła się na moment, pocałowała ją przez twoje ramię, a potem znów spojrzała na ciebie, zarumieniona i rozbawiona. „Nie musimy nikogo udawać, możemy być zwyczajnie niegrzeczni, skoro wszyscy tego chcemy”, powiedziała i przycisnęła twoją dłoń do swojej piersi. Poczułeś twardą brodawkę pod koronką, ciężar, który idealnie leżał w palcach, i cichy dźwięk, jaki wydobył się z jej gardła. Ania pocałowała cię w ramię i poprosiła, żebyś powiedział, kogo chcesz poczuć pierwszego.
„Możesz zdjąć mi stanik”, powiedziała Kasia prosto, bez zawstydzenia, i uniosła ręce, żebyś miał łatwiej. Ty rozpiąłeś haftkę, a bielizna zsunęła się na narzutę, zostawiając jej piersi ciepłe i ciężkie w twoich dłoniach. Ania westchnęła tuż przy twoim uchu i poprosiła, żebyś nie zapominał o niej, więc drugą ręką pogładziłeś jej biodro i dostałeś ciche, wdzięczne tak. Kasia przygryzła wargę, kiedy kciuk przesunął się po brodawce, i roześmiała się krótko z własnej reakcji. „Widzisz, żadnej sceny, tylko ja, ona i ty, który wreszcie przestałeś udawać, że przyszedłeś wyłącznie na paluszki.”
Ania odwróciła cię lekko i pocałowała w usta, dłużej niż przedtem, a Kasia całowała twoją szyję i szeptała, że lubi patrzeć, jak się z nią poznajesz. Smak Ani był inny, bardziej słodki, i mieszał się ze smakiem Kasi, który jeszcze miałeś na języku. Twoje spodnie stały się ciasne do bólu, a palce Ani bawiły się suwakiem, nie otwierając go. Kasia przywarła biodrem mocniej i mruknęła, że jeszcze chwila, a sama przestanie być grzeczna. Nikt nie żartował już z filiżanki, ale nikt też nie zrobił ostatniego ruchu bez twojego słowa.
Stałeś między nimi przy łóżku, koszula rozpięta, pasek luźny, a ich skóra była wszędzie: na piersi, na plecach, na dłoniach. Kasia ocierała się o ciebie przodem, Ania trzymała suwak i czekała, nie popychając cię poza tę krawędź. W lampce drżało światło, narzuta szeleściła pod czyimś kolanem, a za ścianą ktoś nastawił wodę, daleko i obojętnie. Twoje dłonie były pełne ich ciepła, a w spodniach pulsowało tak mocno, że każdy oddech przy suwaku wydawał się obietnicą. Nikt jeszcze nie zdjął ostatniej bariery, i właśnie to czyniło chwilę ostrą jak szkło.
Kasia oparła czoło o twoje czoło, a palce zawiesiła na suwaku, nie pociągając. Ania splotła dłonie na twoim brzuchu i szepnęła, że jest gotowa na wszystko, co powiesz, byle jasno. W pokoju pachniało skórą, pomarańczą z twoich palców i rozgrzaną bawełną. Kasia uśmiechnęła się tym zwykłym uśmiechem z klatki schodowej, tylko oczy miała ciemniejsze. „No i co, sąsiedzie, powiedz mi, jak mamy zacząć naprawdę, bo gra się skończyła i ja nie ruszę suwaka, dopóki nie usłyszę tego od ciebie.”

