Stałeś w progu apartamentu z ręcznikiem przewieszonym przez ramię, kiedy Kasia otworzyła szerzej drzwi i wpuściła do środka ciepło wieczoru razem z tobą. Chlor nadal trzymał się skóry, a z dołu, od basenu, dochodził stłumiony plusk i czyjś daleki śmiech. W środku pachniało czystą pościelą, cytrusami i kremem, którego nie zdążyła zmyć z ramion. Marek, wysoki trzydziestodwulatek o spokojnych rękach, stał przy blacie z dwiema szklankami wody i spojrzał na ciebie bez pośpiechu. Kasia zamknęła drzwi stopą, poprawiła wilgotny kosmyk i uśmiechnęła się tak zwyczajnie, jakby naprawdę mogło chodzić tylko o krótką rozmowę po kąpieli.
Apartament był nieduży i jasny, z białymi ścianami, lnianą narzutą i balkonem, z którego widać było prostokąt wody między sosnami. Wentylator mruczał równo pod sufitem, a na stole stała miska brzoskwiń i trzy czyste szklanki, jeszcze wilgotne od płukania. Zsunąłeś klapki przy wycieraczce i poczułeś pod stopami chłodne płytki, wyraźny kontrast po rozgrzanym betonie przy basenie. Kasia minęła cię bokiem, a muśnięcie jej ramienia było lekkie, ciepłe i całkiem świadome. Marek podał ci wodę, lód stuknął o szkło, i przez moment nikt nie wypełniał ciszy niczym poza tym dźwiękiem.
Usiadłeś na brzegu sofy, a Kasia, dwudziestotrzyletnia i zupełnie niewymuszona, zajęła miejsce obok, podwijając nogi tak swobodnie, jakby ta znajomość trwała dłużej niż popołudnie przy leżakach. Przy basenie powiedziałeś im wprost, że masz już trzydzieści kilka lat, a ona tylko wzruszyła ramionami, jakby metryka była najmniej ciekawą częścią rozmowy. Pamiętałeś jej śmiech nad wodą, kiedy żartowała z twojej książki odłożonej okładką do słońca, i to, jak Marek dorzucał krótkie uwagi bez odbierania jej głosu. Teraz oparła łokieć o oparcie i spojrzała ci prosto w twarz. Zapytała tonem zwykłego dnia, czy żyjesz po tym basenie, czy słońce zdjęło ci resztę sił. Odpowiedziałeś uśmiechem i krótkim zdaniem o cieple, a ona pokiwała głową, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała.
Marek usiadł naprzeciwko, boso, w jasnych szortach, i kręcił szklanką w dłoniach, obserwując was bez cienia niepokoju. W jego spojrzeniu nie było egzaminu, raczej ciekawość i zgoda, którą czułeś już wcześniej, kiedy przy basenie zaproponował, żebyś wpadł na górę ochłonąć. Kasia zerknęła na niego, potem na ciebie, i zaśmiała się cicho, po swojemu, bez grania. „Mówiłam mu, że masz sympatyczną gębę i że nie uciekasz wzrokiem, kiedy rozmowa schodzi z pogody” powiedziała, trącając kolanem twoje kolano.
Poczułeś to muśnięcie wyraźniej, niż pozwalała na to zwykła grzeczność, i nie odsunąłeś nogi. W apartamencie było ciepło, wentylator mieszał zapach brzoskwiń z zapachem jej skóry, a za oknem gasło pomarańczowe światło nad wodą. Kasia piła wolno, patrzyła na twoje usta, a potem, jakby sprawdzała grunt, zapytała, czy dobrze ci tu z nimi, naprawdę, nie z grzeczności. Powiedziałeś, że tak, i usłyszałeś we własnym głosie niższą nutę, której nie maskowałeś. Marek uniósł brew, uśmiechnął się półgębkiem i zostawił ci przestrzeń, zamiast wchodzić w zdanie.
Kasia odstawiła szklankę i położyła dłoń na twoim nadgarstku, lekko, tak że mogłeś ją zdjąć jednym ruchem. „Chcę powiedzieć to wprost, zanim zrobi się bardziej gorąco niż na balkonie” zaczęła, patrząc ci w oczy. „Podobasz mi się, Marek o tym wie, i oboje chcemy, żebyś został, jeśli też tego chcesz, bez zgadywania i bez presji.” Skinąłeś głową, a słowa zgody wyszły z ciebie prosto, bez zawahania, bo dokładnie tego chciałeś od chwili, gdy zaprosiła cię piętro wyżej. Marek dodał spokojnie, że możesz przerwać w każdej sekundzie, i że dla nich liczy się twój głos tak samo jak jej śmiech.
Kasia pociągnęła cię na balkon, stanęła przy poręczy, a ty oparłeś się obok, tak blisko, że czułeś ciepło jej boku przez cienką sukienkę. Z dołu dobiegał szum filtra i czyjeś ciche rozmowy, dalekie, nienachalne, jak tło, które nie miało tu wstępu. Marek został w drzwiach, dawał wam chwilę, i właśnie ta powściągliwość sprawiła, że napięcie urosło jeszcze wyraźniej. Kasia przechyliła głowę i powiedziała ciszej: „Całe popołudnie myślałam o tym, jak by to było dotknąć cię nie przy ludziach.” Twoja dłoń znalazła jej talię, a ona przysunęła się od razu, z wyraźnym, radosnym westchnieniem.
Pocałowałeś ją pierwszy, po tym jak uniosła brodę i szepnęła, że tak, że właśnie tego chce. Jej usta były ciepłe, słodkie od brzoskwini, a pocałunek zaczął się wolno, prawie ostrożnie, zanim pogłębił się, gdy wplotła palce w twoje włosy. Poczułeś, jak mięknie przy tobie, jak sukienka przesuwa się po udach, jak jej piersi ocierają się o twoją klatkę przez cienką bawełnę. Marek podszedł wtedy, położył dłoń na jej karku i zapytał cicho, czy ma zostać tak blisko. Kasia oderwała usta od twoich tylko na tyle, by powiedzieć: „Zostań, chcę was obu, i chcę, żeby on też to słyszał.”
Kasia wciągnęła cię z powrotem do środka, a Marek zamknął drzwi balkonu i odciął daleki szum wody. Zdjąłeś koszulkę, bo była jeszcze wilgotna od basenu, i zobaczyłeś, jak obrzuca cię spojrzeniem, w którym nie było oceny, tylko szczera ochota. „No proszę, a przy leżaku udawałeś, że czytasz” zażartowała, przeciągając palcem po twoim mostku. Roześmiałeś się, złapałeś jej dłoń i przytrzymałeś ją na skórze, aż poczuła, jak szybko bije ci serce. Marek stanął za nią, odgarnął jej włosy i pocałował ramię, a ona przymknęła oczy, nadal trzymając dłoń na tobie.
Pomogłeś jej z cienkimi ramiączkami, powoli, czekając na każde kiwnięcie głowy, i sukienka zsunęła się do pasa, odsłaniając piersi opalone nierówno od stroju. Sutki stwardniały pod twoim spojrzeniem, a kiedy objąłeś jedną pierś dłonią, Kasia wydała cichy, szczery dźwięk, bliższy śmiechowi niż teatralnemu jękowi. „Tak, właśnie tak, nie spiesz się i nie udawaj, że nie patrzysz” powiedziała, opierając czoło o twoje. Marek gładził jej biodra i patrzył na was z bliska, oddychając głębiej, wyraźnie poruszony tym, co działo się między wami.
Pomogłeś Kasi położyć się na łóżku, a Marek usiadł z drugiej strony, ostrożnie, wśród lnianej pościeli, która pachniała słońcem i proszkiem. Kasia leżała między wami, roześmiana i już poważniejsza w oddechu, a jej dłoń szukała twojej, jakby chciała mieć pewność, że nadal jesteś tu całym sobą. Rozpiąłeś jej sukienkę do końca i zsunąłeś ją z nóg, zostawiając tylko jasne majtki, wilgotne na środku od podniecenia, którego nie ukrywała. Marek zdjął szorty, został w bieliźnie i zapytał cię spojrzeniem, czy tempo jest dobre. Skinąłeś, a Kasia uniosła biodra. „Właśnie tak ma być” powiedziała, zachęcając was obu bez cienia wahania.
„Chcę czuć twoje ręce niżej” powiedziała wprost, patrząc na ciebie, nie na sufit i nie w bok. Twoje palce zsunęły się po jej brzuchu, minęły pępek i zatrzymały się na brzegu bawełny, aż sapnęła z niecierpliwości i przycisnęła twoją dłoń mocniej. Wsunąłeś palce pod materiał i znalazłeś ją gorącą, śliską, gotową, a jej uda rozchyliły się szerzej na prześcieradle. Marek całował jej szyję i pierś, ssąc sutek powoli, podczas gdy ty gładziłeś ją w rytmie, który sama podpowiadała biodrami. W pokoju słychać było tylko wentylator, wasze oddechy i cichy, mokry dźwięk twoich palców.
Kasia złapała cię za nadgarstek, nie żeby cię zatrzymać, tylko żeby nie zgubić tego rytmu, i zaśmiała się krótko, kiedy trafiłeś w czułe miejsce. „O, tu, zostań tu chwilę, bo zaraz się rozjadę i nawet nie zdążę z was zażartować” wymamrotała, a w głosie miała i przekorę, i prawdziwe drżenie. Poczułeś, jak zaciska się wokół twoich palców, jak pulsuje, jak wilgoć spływa na knykcie. Marek obserwował jej twarz, potem twoją dłoń, i jego własna ręka powędrowała do twojego uda, pytająco, ciepło, bez nachalstwa.
Nie odsunąłeś się od tego dotyku, bo w tym układzie każdy gest miał być jasny, i Marek zrozumiał twoje skinienie od razu. Ściągnąłeś spodnie, bielizna poszła razem z nimi, i twój członek stanął ciężko w ciepłym powietrzu, twardy od długiego napięcia. Kasia spojrzała w dół, oblizała wargę i powiedziała zwyczajnie: „Ładnie na ciebie działam, widać to bez słów.” Potem objęła cię dłonią, pewnie, ale bez pośpiechu, i przesunęła kciukiem po główce, zbierając pierwszą kroplę. Jęknąłeś cicho, a ona uśmiechnęła się tak, jakby właśnie dostała odpowiedź, na którą czekała od balkonu.
Marek też był już nagi, opalony nierówno, wyraźnie podniecony, i Kasia drugą ręką znalazła jego twardość, śmiejąc się cicho z tego, że nagle ma was obu tak blisko. „Nie gapcie się tak, bo jeszcze uwierzę, że to wszystko przeze mnie” zażartowała, choć rumieniec na piersiach mówił, że dokładnie tego chce. Pochyliłeś się i pocałowałeś wewnętrzną stronę jej uda, czując słony ślad potu i słodki zapach podniecenia. Zsunąłeś majtki w dół, a ona uniosła nogi, pomagając, i została całkiem naga między wami, otwarta, lśniąca, oddychająca szybciej. Marek pieścił jej pierś i patrzył, jak zbliżasz usta, czekając na twoje tempo, nie wchodząc przed ciebie.
Przesunąłeś językiem po jej cipce, wolno, od dołu ku łechtaczce, i Kasia wygięła plecy, łapiąc prześcieradło. Smakowała ciepło, ostro i słodko, a każdy ruch języka wyciągał z niej krótszy oddech i cichsze, mniej żartobliwe słowa. „Tak, proszę, jeszcze, nie zmieniaj tego” szeptała, wplatając palce w twoje włosy. Marek całował jej usta, połykając część tych dźwięków, a jego dłoń splatała się na moment z jej dłonią na twojej głowie, łącząc was w jednym geście. Czułeś, jak drży, jak biodra szukają twojego języka, jak blisko jest krawędzi, której jeszcze nie pozwoliłeś jej przekroczyć do końca.
Uniosłeś głowę, zanim doszła, i zobaczyłeś jej zdziwione, rozbawione spojrzenie, pełne niedosytu. „Ty to potrafisz człowieka doprowadzić i zostawić w połowie zdania” powiedziała ochryple, ale uśmiech nie zszedł jej z ust. Marek zaśmiał się cicho przy jej skroni i pogładził cię po ramieniu, dając znać, że też jest gotów iść dalej, jeśli poprowadzisz. Ukląkłeś między jej udami, twardy i bliski, a czubek twojego członka musnął wilgotne wargi jej cipki i został tam, jeszcze bez wejścia, jak sama obietnica.
Kasia rozchyliła nogi szerzej i spojrzała na Marka, potem na ciebie, sprawdzając jeszcze raz, czy wszyscy jesteście w tym samym miejscu. „Chcę cię w sobie” powiedziała prosto, bez ozdobników, a policzki miała czerwone od prawdy, nie od wstydu. „I chcę, żeby Marek był przy mnie, żebym czuła was obu, ale najpierw usłyszę od ciebie, że wchodzisz świadomie, bo o to cię proszę.” Marek przytaknął, całując jej dłoń, i został z boku, twardy w jej drugiej ręce, cierpliwy, podniecony, wyraźnie zgodny. Powietrze w apartamencie zgęstniało od ciepła trzech ciał, od zapachu seksu i od chwili, która wisiała tuż przed ruchem.
Twoje dłonie zacisnęły się na jej biodrach, a czubek nadal tylko ocierał się o wejście, śliskie i gorące, pulsujące pod każdym drobnym drgnieniem. Kasia oddychała przez usta, patrzyła ci w oczy i nie uciekała w żart, choć kącik ust nadal drżał tą samą wesołością, którą znałeś od basenu. Marek pochylił się do jej ucha i szepnął, że jest piękna taka, prawdziwa, i że zaczeka na twój znak razem z nią. Czułeś własny puls w całym ciele, ciężar decyzji w dłoniach i to, jak łatwo byłoby wejść głębiej jednym ruchem, którego jeszcze nie zrobiłeś.
Za oknem mignęło światło od basenu, dalekie i obce, a w pokoju została tylko ta trójka, lniana pościel zmięta pod kolanami i dźwięk wentylatora. Kasia uniosła dłoń do twojego policzka, kciukiem starła wilgoć z twojej wargi i zatrzymała cię w tym milimetrze. „Powiedz, co teraz” szepnęła, już bez żartu w głosie, tylko z czystą, otwartą prośbą. „Jestem gotowa, Marek jest gotowy, i chcę usłyszeć to od ciebie, zanim zrobisz następny ruch.”



