Po południu hotelowy basen pachniał nagrzaną wodą, chlorowaną i słodką od kremu. Leżałeś w cieniu, kiedy śmiech Kasi przeciął plusk i cichą muzykę z głośnika. Stała boso na mokrych płytkach, z włosami spiętymi byle jak, i machała do mężczyzny, który wychodził po drabince. Spojrzała potem na ciebie tak zwyczajnie, jakbyście mijali się od dawna na tej samej klatce. Uniosła dłoń, a ty odpowiedziałeś, zanim zdążyłeś zastanowić się, czy wypada.
Kilka minut później podeszła z dwiema butelkami zimnej wody i postawiła jedną przy twoim leżaku. "Marek twierdzi, że wyglądasz, jakbyś uciekł przed tłumem, a ja twierdzę, że masz minę człowieka, z którym da się normalnie pogadać", powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Marek, wysoki, opalony, mniej więcej w twoim wieku, kiwnął głową bez cienia oceny. Kasia przedstawiła się szybko, dodała, że ma dwadzieścia trzy lata i że nie lubi, kiedy ludzie robią z tego temat. Usiadła na brzegu sąsiedniego leżaka, jakby to było najnaturalniejsze miejsce na świecie.
Rozmowa potoczyła się lekko, o upale, o zbyt głośnym barze i o tym, że owoce w apartamencie psują się szybciej, niż nadążają je jeść. Kasia żartowała, że arbuz jest już obrażony, bo nikt go nie dokroił. Marek dorzucił, że mają taras od strony morza i że wieczór będzie tam znośniejszy niż przy basenie. Kasia spojrzała ci prosto w oczy i przez chwilę bawiła się nakrętką butelki. "Jak masz ochotę, wpadnij do nas po prysznicu, nic wielkiego, tylko taras, owoce i ludzie, którzy nie będą krzyczeć do mikrofonu."
Zgodziłeś się, bo w jej głosie nie było gry, tylko zwykłe zaproszenie. Po prysznicu założyłeś świeżą koszulę i przeszedłeś ciepłymi płytkami do ich budynku, czując na skórze sól, której woda nie zmyła do końca. Drzwi apartamentu były uchylone, a z wnętrza szedł zapach krojonego arbuza, żelu pod prysznic i nagrzanego drewna. Kasia otworzyła szerzej, już w lekkiej sukience, z wilgotnymi końcówkami włosów na ramionach. "Wchodź, tylko zdejmij buty, podłoga jest boska i nie chcę, żebyś to zepsuł", rzuciła ze śmiechem.
Taras był wąski, ale otwarty na ciemniejące niebo i daleki szum. Na niskim stoliku stały talerze, szklanki z wodą i miętą, serwetki poruszane ciepłym wiatrem. Usiedliście we troje, Kasia między wami, bosa, z kolanem podciągniętym na siedzisko. Pytała o twój dzień tak, jak pyta się znajomego na klatce, bez przesłuchania i bez pozy. Marek słuchał spokojnie, czasem wtrącał zdanie, czasem tylko podawał jej kawałek owocu.
"Lubię takie wieczory", powiedziała Kasia, oblizując sok z kciuka. "Bez wielkiego planu, bez udawania, że jesteśmy kimś z hotelowej reklamy." Spojrzała na Marka, a on uniósł brew, jakby znali ciąg dalszy tej myśli. Potem przeniosła wzrok na ciebie i przez moment była tylko uważna, nie zalotna. "Mogę powiedzieć coś wprost, zanim zrobi się dziwnie od niedopowiedzeń?"
Kiwnąłeś głową, a w piersi zrobiło ci się ciaśniej, choć jeszcze nic się nie stało. Kasia odstawiła szklankę i oparła łokieć o kolano. "Przy basenie patrzyłam na twoje ręce i pomyślałam, że chcę, żebyś tu był nie tylko do gadania", oznajmiła zwyczajnie, prawie wesoło. "Powiedziałam to Markowi, bo nie robię takich rzeczy za jego plecami. On nie jest zazdrosny w głupi sposób. Jest ciekaw, tak samo jak ja, ale tylko jeśli ty też tego chcesz."
Marek nie przysunął się od razu. Został na swoim miejscu i powiedział cicho, że może zejść na dół, jeśli wolisz samą Kasię, albo zostać, jeśli obecność trzeciej osoby nie psuje ci oddechu. W jego głosie nie było wyzwania, raczej porządek, jak przy ustawianiu talerzy. Kasia czekała, palcami skubiąc rąbek sukienki, i nie próbowała wypełniać ciszy żartem. Poczułeś, że decyzja naprawdę należy do ciebie, i ta jasność była bardziej podniecająca niż jakikolwiek chwyt.
Powiedziałeś, że chcesz, żeby został. Kasia wypuściła powietrze i roześmiała się krótko, z ulgą. "No i dobrze, bo ja też chcę, żeby został", przyznała. Przesunęła się bliżej, aż jej kolano dotknęło twojego, ciepłe i jeszcze lepkie od słońca. "Jak ci to przeszkadza, powiedz od razu. Jak nie, to zostawię je tu, bo mi się tak dobrze siedzi."
Nie przesunąłeś nogi. Kasia uśmiechnęła się szerzej i położyła dłoń na twoim udzie, lekko, jakby sprawdzała temperaturę stołu. Marek wstał, zgasił mocniejszą lampę w pokoju i zostawił tylko ciepłe światło z kinkietu, przez które skóra wyglądała miękko. Wrócił, ale usiadł po drugiej stronie Kasi, nie dotykając cię, dając przestrzeń. Z dołu dochodziły stłumione głosy, a z tarasu ciepły wiatr niósł sól i nocne kwiaty z donic.
"Chcę cię pocałować", powiedziała Kasia, patrząc ci w usta, nie w oczy, jakby tam była najprostsza prawda. "Mogę?" Odparłeś, że tak, i wtedy nachyliła się bez pośpiechu. Jej wargi smakowały arbuzem i miętą, były miękkie, pewne, a oddech przyspieszył dopiero wtedy, gdy odwzajemniłeś pocałunek. Położyła ci dłoń na karku i mruknęła cicho, zadowolona, jakby właśnie potwierdziła coś, co podejrzewała od basenu.
Kiedy się odsunęła, policzki miała cieplejsze, ale głos nadal swój, bliski i trochę rozbawiony. "Marek, chodź bliżej, jeśli nadal chcesz", poprosiła, nie odrywając ręki od twojego karku. Marek przysiadł tuż przy niej i pocałował ją w ramię, powoli, zostawiając jej czas na każdy gest. Kasia westchnęła i oparła czoło o twoje. "To jest ten moment, w którym ludzie zaczynają udawać, że nie wiedzą, po co przyszli, a ja wiem. Chcę was obu, ale wolno i z głową na karku."
Pocałowała cię znowu, głębiej, a jednocześnie odwróciła twarz do Marka i oddała mu usta na kilka długich sekund. Czułeś jej oddech między wami, słodki i nierówny, oraz ciepło uda, które wsunęła między twoje kolana. Sukienka podjechała wyżej, gdy się poruszyła, i odsłoniła gładką skórę, jeszcze ciepłą od dnia. Zapytała szeptem, czy możesz dotknąć jej piersi, i prowadząc twoją dłoń pod cienką tkaninę, dodała, że stanika nie zakładała po prysznicu, bo było za gorąco.
Twoja dłoń zamknęła się na miękkiej piersi, sutek stwardniał pod kciukiem, a Kasia wygięła plecy z cichym, szczerym dźwiękiem. Marek całował jej szyję i gładził biodro, nie spiesząc się, nie zabierając jej tobie. "Tak, właśnie tak", powiedziała, patrząc to na ciebie, to na niego. "Mówcie, jeśli coś jest za dużo. Ja będę mówić też, bo milczenie przy takich rzeczach mnie śmieszy i trochę martwi." Roześmiała się krótko, a śmiech przeszedł w drżenie, gdy ścisnąłeś ją odrobinę mocniej.
Przesunęliście się z tarasu do pokoju, bo wiatr zrobił się chłodniejszy, a lampa w środku dawała bliższe światło. Sofa była szeroka, narzuta pachniała słońcem i proszkiem, a otwarte drzwi nadal wpuszczały szum nocy. Kasia usiadła na twoich kolanach przodem do ciebie, sukienka zebrała się w pasie, a jej uda objęły cię mocno. Marek usiadł obok, blisko jej boku, i zsunął jej ramiączko, całując odsłonięte ramię. Poczułeś przez spodnie, jak bardzo jesteś twardy, i Kasia też to poczuła, bo poruszyła biodrami raz, ostrożnie, jakby sprawdzała, czy nie za wcześnie.
"O, jesteś", szepnęła ci przy uchu, z uśmiechem, który słyszałeś w głosie. "Dobrze. Chcę cię czuć, ale jeszcze nie wszystko naraz, dobra?" Skinąłeś, a ona pocałowała cię w kącik ust, wdzięczna za tempo. Potem spojrzała na Marka i poprosiła, żeby rozwiązał jej sukienkę z tyłu, bo same ręce ma zajęte twoją koszulą. Tkanina opadła do pasa, piersi zostały w ciepłym świetle, a jej skóra pokryła się drobnym dreszczem, choć w pokoju było parno.
Marek objął ją od boku i wziął jedną pierś w usta, powoli, patrząc, czy jej oddech zostaje spokojny. Ty całowałeś drugą, czując słony smak skóry i zapach jej żelu, cytrusowy, świeży. Kasia trzymała cię za włosy jedną ręką, drugą sunęła po karku Marka, i powtarzała wasze imiona tak zwyczajnie, jakby wołała was z kuchni. Potem zsunęła dłoń niżej, na twój rozporek, i zatrzymała palce na metalu guzika. "Mogę? Chcę cię w ręce, chcę zobaczyć, jaki jesteś, zanim zdecydujemy, co dalej."
Pozwoliłeś. Rozpięła ci spodnie niezdarnie, ze śmiechem, kiedy zamek stanął, i zaklęła cicho, bez wstydu. Twoje ubranie zsunęło się na uda, a jej palce owinęły się wokół członka, ciepłe, pewne, lekko wilgotne od własnego podniecenia, które czułeś na nodze. Marek podniósł głowę znad jej piersi i zapytał, czy może dotknąć jej między udami. Kasia odpowiedziała tak, głośno i wyraźnie, a potem dodała, że majtki mogą zejść, ale nic więcej, dopóki nie powie.
Biała bawełna zsunęła się po jej udach i spadła na podłogę przy sofie. Marek wsunął dłoń między jej nogi, a Kasia sapnęła i oparła czoło o twoje ramię, poruszając biodrami w krótkim, niecierpliwym rytmie. Jej ręka na tobie nie zwalniała, kciuk zbierał wilgoć z czubka i rozprowadzał ją niżej, aż każdy ruch był gładki. Słyszałeś mokry dźwięk jego palców, jej oddech, szelest narzuty i własny puls w uszach. "Jak wy razem pachniecie", mruknęła, już mniej składnie, ale wciąż obecna, wciąż z wami.
Podniosła twarz, usta miała wilgotne, oczy ciemne i roześmiane mimo drżenia. Marek całował wewnętrzną stronę jej uda, blisko, ale jeszcze nie tam, gdzie jego palce pracowały powoli. Ty trzymałeś ją za biodra, czując, jak napina się i mięknie na zmianę, a jej dłoń zaciska się mocniej, gdy trafia w dobre miejsce. Kasia spojrzała ci prosto w oczy, bardzo blisko, i przez moment na tarasie za jej plecami mignęło światło odległego statku. Pokój skurczył się do trzech oddechów, ciepłej skóry i pytania, które wisiało między wami cięższe niż noc.
"Zaraz dojdę, jeśli Marek nie zwolni, a ja nie chcę pierwsza, nie tak", powiedziała urywanym śmiechem i złapała go za nadgarstek, zatrzymując ruch. Została na twoich kolanach, naga od pasa w górę, sukienka zwinięta na biodrach, twoja twardość gorąca w jej dłoni. Marek uniósł głowę, usta miał przy jej udzie, i czekał tak samo jak ona. Kasia polizała dolną wargę, nadal trochę rozbawiona własnym pośpiechem, i szepnęła tuż przy twoich ustach. "Powiedz, co teraz. Chcę usłyszeć to od ciebie, zanim którekolwiek z nas zrobi następny krok."



