Wszyscy wyszli już z piętra, a w szklanym biurowcu na Mokotowie zostało tylko równe buczenie klimatyzacji i daleki szum windy. Ewa, szefowa, poprosiła cię chwilę wcześniej, żebyś został w jej gabinecie, dopóki nie potwierdzisz ostatniego zestawienia. Potem zadzwonił telefon, szepnęła coś do Natalii i zniknęła za szklanymi drzwiami, zostawiając ciebie i asystentkę samych przy szerokim biurku. Za oknem paliły się światła miasta, a na blacie leżał otwarty skoroszyt, którego nikt już nie czytał. Czułeś jeszcze ciepło fotela, choć sama Ewa była już na dole, przy wyjściu z budynku.
Natalia stała przy krawędzi dywanu, jakby nie wiedziała, czy wolno jej zrobić ten jeden krok w twoją stronę. Miała ołówkową spódnicę, jedwabną bluzkę zapiętą pod samą szyję i kok, z którego wymykał się jeden jasny kosmyk. Okulary zsunęły jej się odrobinę na nos, gdy spuściła wzrok na własne dłonie splecione przy biodrze. W pracy była perfekcyjna właśnie dlatego, że nie umiała odmówić, i teraz też czekała na czyjeś słowo, zanim odważy się odetchnąć głośniej. Widziałeś, jak przełyka ślinę, i słyszałeś cichy szelest jedwabiu, gdy poprawiała mankiet drżącymi palcami.
„Szefowa prosiła, żebym została z panem, dopóki pan nie skończy” powiedziała bardzo cicho, a głos zadrżał jej na ostatnim słowie. „Wszyscy już wyszli, więc mogę zamknąć drzwi, jeśli pan pozwoli” dodała i uniosła rzęsy tylko na sekundę. Zaraz je opuściła, jakby samo pytanie kosztowało ją więcej odwagi, niż potrafiła przyznać na głos. Policzki miała ciepłe, różowe od lampy i od czegoś, czego jeszcze nie nazywała nawet w myśli. Czekała naprawdę, aż dasz jej znak, i w tej ciszy słyszałeś tylko jej nierówny oddech.
Skinąłeś głową, a ona podeszła do drzwi tak ostrożnie, jakby bała się obudzić puste, uśpione piętro. Zamek kliknął miękko i nagle gabinet stał się mniejszy, cieplejszy, pełen zapachu jej perfum i suchego papieru. Wróciła dwa kroki i zatrzymała się przy biurku, z dłońmi złożonymi przed sobą, grzecznie i cicho. „Czy mogę podać panu teczkę” spytała, choć teczka leżała tuż przy twojej ręce, a ona też to widziała. W tym pytaniu nie chodziło o dokumenty, tylko o pozwolenie, żeby podejść jeszcze bliżej.
„Podejdź” powiedziałeś, a ona drgnęła, jakby to jedno słowo weszło jej pod skórę i zostało tam na dobre. Podeszła od razu, bez namysłu, i zatrzymała się tak blisko, że czułeś ciepło jej kolan przez cienką tkaninę spódnicy. Kosmyk musnął jej policzek, gdy przechyliła głowę, żeby spojrzeć na ciebie spod rzęs. Poprawiła okulary drżącymi palcami i szepnęła, czy ma zostać dokładnie tam, gdzie stoi. W jej głosie nie było lęku, tylko skupienie kobiety, która lubi, gdy ktoś mówi jej, dokąd iść.
Powietrze pachniało ostygłą kawą, drewnem biurka i czymś słodkim, co unosiło się z zagłębienia jej szyi. Jedwab bluzki połyskiwał przy każdym oddechu, a guziki pod kołnierzykiem były zapięte tak starannie, że aż prosiły o jedno twoje polecenie. Spojrzałeś na jej usta, lekko rozchylone i wilgotne od nerwowego przygryzania. Natalia zauważyła to spojrzenie, zarumieniła się mocniej i jednak nie cofnęła się ani o centymetr. „Jeśli pan chce, żebym została dłużej, to zostanę, bo nie umiem powiedzieć nie i chyba wcale nie chcę” wyznała szeptem.
Położyłeś dłoń na krawędzi biurka, tuż obok jej palców, i poczułeś, jak drży, zanim w ogóle jej dotknąłeś. Miasto za szybą mrugało zimnym światłem, a lampa rzucała ciepły krąg na jej obojczyk i na ten niesforny kosmyk. „Poproś” powiedziałeś cicho, a ona przełknęła ślinę tak głośno, że okulary lekko jej się poruszyły. „Proszę, niech pan mnie dotknie, chcę wiedzieć, jak to jest, kiedy pan mi rozkazuje” powiedziała szybko, gorąco, z własnym zdziwieniem. Słowa zawisły w ciepłym powietrzu gabinetu, a ona nie próbowała ich cofnąć.
Uniosłeś rękę i odgarnąłeś kosmyk za jej ucho, czując gorącą skórę przy skroni i miękkość włosów pachnących szamponem. Natalia przymknęła oczy i przechyliła głowę w twoją dłoń, jakby wreszcie dostała pozwolenie na coś, o co bała się prosić za dnia. „Mogę zdjąć okulary” spytała, zanim jeszcze skończyłeś ten gest, a głos miała cienki od napięcia. Kiwnąłeś, więc ściągnęła je powoli i odłożyła na skoroszyt, odsłaniając oczy ciemniejsze, niż pamiętałeś z dziennych spotkań. Bez szkieł patrzyła śmielej, choć rumieniec nie schodził jej z policzków ani na chwilę.
„Guzik” powiedziałeś, patrząc na kołnierzyk zapięty pod samą szyję, a jej palce powędrowały tam natychmiast. „Ten pierwszy, a potem drugi, jeśli pan kiwnie” upewniła się i czekała z opuszkami na jedwabiu. Skinąłeś, więc rozpięła pierwszy z cichym trzaskiem, a po twoim drugim kiwnięciu także następny. Bluzka rozchyliła się na tyle, by pokazać zagłębienie między obojczykami i początek cienkiego ramiączka. „Czy to już za dużo, czy mogę iść dalej” spytała, a w pytaniu było więcej głodu niż strachu.
Pochyliłeś się i musnąłeś ustami miejsce, które dopiero odsłoniła, ciepłe i lekko słone od długiego dnia. Natalia wciągnęła powietrze tak ostro, że jedwab zafalował na piersiach, i chwyciła krawędź biurka, żeby nie stracić równowagi. „Przepraszam, mogę mówić, czy mam być całkiem cicho” szepnęła pokornie, czerwona aż po uszy. Pocałowałeś ją niżej, przy samej krawędzi kołnierzyka, i poczułeś, jak jej puls bije szybko pod językiem. „Mów” pozwoliłeś, a ona westchnęła z ulgą tak wyraźną, że aż uśmiechnąłeś się w jej skórę.
„Podoba mi się, kiedy pan decyduje, bo w pracy udaję, że to tylko obowiązek, a tutaj nie muszę” powiedziała głosem już niższym, ochrypłym od wstydu i od chęci. Rozpięła trzeci guzik, zerkając na ciebie w połowie ruchu, i zatrzymała palce, gdy jedwab opadł na koronkę stanika. Ciemny wzór na jasnej skórze unosił się wraz z oddechem, cienki, drogi, zbyt schludny jak na to, co działo się w jej oczach. „Mam się zatrzymać, czy pan chce widzieć więcej” spytała i przygryzła wargę, czekając. Nie cofnęła rąk, tylko trzymała je przy guziku jak przy progu, którego nie przekroczy bez ciebie.
Nie kazałeś jej się zatrzymywać, tylko przyciągnąłeś ją bliżej, aż jej uda oparły się o twoje, a spódnica napięła się na biodrach. Poczułeś ciepło jej ciała przez ubranie i twardość własnego podniecenia, której nie dało się już ukryć w ciszy gabinetu. Natalia spojrzała w dół, zarumieniła się aż po dekolt i jednak nie cofnęła bioder, tylko przywarła odrobinę mocniej. „Czuję pana i bardzo mi się to podoba, proszę, mogę zostać jeszcze bliżej” szepnęła, prawie zawstydzona własną odwagą. Jej kolano drżało przy twoim, a oddech łaskotał cię w szyję, krótki i gorący.
„Zostań” odpowiedziałeś, a ona wsunęła się między twoje kolana tak posłusznie, jakby czekała na to zdanie od pierwszej minuty po wyjściu szefowej. Jej dłonie zawisły w powietrzu, niepewne, czy wolno im spocząć na twoich ramionach, dopóki nie kiwnąłeś. Położyła je ostrożnie, leciutko, a potem, zachęcona twoim oddechem, ścisnęła mocniej, jakby bała się, że pozwolenie zniknie. „Mogę pana pocałować, bardzo proszę, chcę tego” powiedziała wprost w twoje usta, zanim jeszcze je dotknęła. Czekała jednak ten ułamek sekundy, aż sam domkniesz odległość, bo bez twojego ruchu nie śmiała wziąć nic więcej.
Pocałunek zaczął się nieśmiało, od samego brzegu ust, od pytania zadanego wargami, a nie słowami. Smakowała miętą i herbatą, a jej oddech był krótki, gorący, nierówny, jakby bała się, że ktoś jej ten pocałunek odbierze. Gdy odpowiedziałeś głębiej, otworzyła się od razu, z tym samym zapałem, z jakim przez cały dzień wykonywała polecenia, tylko teraz ten zapał był mokry i prywatny. Język musnął twój ostrożnie, potem śmielej, gdy nie kazałeś jej przestać i przytrzymałeś ją za kark. „Jeszcze, proszę, jeszcze chwilę, nie chcę, żeby pan przestał” poprosiła w twoje usta, drżąc całym ciałem.
Twoje dłonie zsunęły się po jedwabiu na jej talię, a ona wygięła się w łuk i przywarła piersiami do twojej koszuli. Spódnica podjechała odrobinę, gdy przesunąłeś Natalię w stronę biurka, i usłyszałeś tylko cichy protest szwu, nic więcej. „Mogę usiąść na blacie, proszę, nogi mi miękną” spytała już niemal błagalnie, trzymając się twoich ramion. Pomogłeś jej, a papiery przesunęły się z suchym szelestem, gdy usiadła na krawędzi, kolana rozchylone na tyle, na ile pozwalała wąska tkanina. „Jest za ciasno, więc jeśli pan każe, podniosę spódnicę, bo chcę, żeby pan widział” przyznała, czerwona i szczera.
„Podnieś” powiedziałeś, a ona złapała brzeg spódnicy obiema rękami i uniosła ją powoli, centymetr po centymetrze, jakby każdy kawałek uda był osobnym poleceniem. Pończochy kończyły się koronką wysoko na udach, a nad nią skóra była gładka, ciepła i już wilgotna od oczekiwania, które trwało cały wieczór. Widziałeś, jak zaciska kolana, a potem, na twoje spojrzenie, rozsuwa je posłusznie szerzej i czeka na pochwałę. „Tak, czy mogę jeszcze, proszę, niech pan powie, że wolno” spytała głosem cienkim od napięcia. Kiwnąłeś tylko raz, a ona odsłoniła jeszcze kawałek uda i spojrzała na ciebie z wdzięcznością, jakbyś dał jej prezent.
Położyłeś dłoń na wewnętrznej stronie jej uda, tuż nad koronką, i poczułeś, jak mięśnie drżą pod palcami, zanim jeszcze poszły wyżej. Natalia westchnęła głośno, odchyliła głowę i złapała cię za nadgarstek, nie po to, by cię powstrzymać, tylko po to, by przytrzymać cię tam, gdzie już byłeś. „Wyżej, jeśli pan chce, bo ja chcę, jestem już mokra i wstyd mi to mówić, a jednocześnie chcę, żeby pan wiedział” wyznała jednym tchem. Jej głos załamał się na końcu, słodko i bezradnie, a palce zacisnęły się na twojej ręce mocniej. Nie uciekała wzrokiem, choć rumieniec palił ją tak, że skóra na dekolcie poróżowiała jeszcze mocniej.
Przesunąłeś kciuk wyżej, przez cienką bawełnę majtek, i znalazłeś ją gorącą, mokrą, gotową tak bardzo, że materiał przylegał do niej jak druga skóra. Natalia krzyknęła cicho, zaraz przygryzła wargę i spojrzała na drzwi, choć sama je zamknęła i wiedziała, że piętro jest puste. „Będę ciszej albo głośniej, jak pan woli, niech pan wybierze, a ja zrobię dokładnie tak” obiecała od razu, posłuszna nawet w tym. Krążyłeś palcem powoli, bez pośpiechu, a ona rozchylała uda dalej i prosiła ciałem o więcej. „Proszę, jeszcze, właśnie tam, mogę być głośna, jeśli pan tego chce” dodała, a jedwab na jej piersiach drżał przy każdym słowie.
„Proszę, niech pan nie przestaje, mogę rozpiąć panu koszulę, chcę czuć skórę i chcę, żeby pan mi rozkazał, co dalej” szeptała przy twoim uchu, a kosmyk łaskotał cię w policzek. Palce miała już przy twoim kołnierzyku, zawieszone, posłuszne do bólu, i nie ruszyła ich, dopóki nie kiwnąłeś. Rozpięła guzik, potem drugi, i przywarła ustami do odsłoniętego miejsca na twojej piersi, miękko, z wdzięcznością za samo pozwolenie. Gabinet wypełnił się twoim oddechem, jej urywanym szeptem i cichym, mokrym dźwiękiem palców na bieliźnie. Lampa rzucała cień jej rozchylonych kolan na dywan, a za szybą Mokotów żył swoim wieczorem, obojętny na to, co działo się w zamkniętym gabinecie.
Natalia trzęsła się już całym ciałem, okulary leżały zapomniane na skoroszycie, a kok zaczął się rozsypywać pod twoją drugą dłonią. „Zaraz dojdę, jeśli pan zostanie właśnie tak, ale nie chcę sama, chcę, żeby pan zdecydował, co będzie dalej” wyznała, oszołomiona własną szczerością i zachwycona nią jednocześnie. Spojrzała na ciebie błagalnie, usta miała obrzmiałe od pocałunków, bluzkę rozpiętą, spódnicę zwiniętą wysoko na udach. Nie sięgnęła po ciebie sama i nie rozpięła nic więcej, choć widziała, jak bardzo jej pragniesz. „Proszę, niech pan mi powie, bo bez pana słowa nie ruszę się ani o krok” szepnęła i zacisnęła uda na twojej dłoni, ciepła, mokra, czekająca.
Zatrzymałeś rękę tuż przed tym progiem, a ona jęknęła z zawodu tak szczerze, że aż ścisnęło cię w kroczu i odebrało ci na moment oddech. Spojrzała szeroko otwartymi oczami, wciąż rozchylona, wciąż otwarta na twoje słowo, i nie ruszyła się sama, choć całe ciało prosiło o dalszy ruch. „Dlaczego pan przestał, zrobiłam coś źle, mogę to naprawić” spytała drżącym szeptem, bez wyrzutu, tylko z głodem. „Powiem wszystko i zrobię wszystko, tylko proszę, niech pan nie milczy, bo ja czekam na polecenie” dodała i złapała twoją koszulę, jakby bała się, że odejdziesz. W pustym biurze ten szept zabrzmiał głośniej niż wcześniej cały jej głos.
Stałeś między jej udami, czując jej żar przez cienką tkaninę, a ona trzymała twoją koszulę w zaciśniętych palcach i nie śmiała pociągnąć mocniej. Zegar tykał gdzieś w pustym korytarzu, winda daleko westchnęła i zamilkła, a Natalia patrzyła na ciebie tak, jakby od następnego zdania zależało całe jej ciało. „Jestem pana, jeśli pan tak chce, naprawdę, proszę, niech pan powie, co mam teraz zrobić” szepnęła, czerwona aż po dekolt. Nie sięgnęła do twojego paska i nie zsunęła się z blatu, tylko czekała z rozchylonymi ustami i drżącymi kolanami. „Czekam, naprawdę czekam, niech pan zdecyduje za mnie” dodała, a w gabinecie zrobiło się tak cicho, że słyszałeś jej serce.



