W galerii handlowej popołudnie pachnie kawą, nową skórą i perfumami, które ktoś rozpylił za mocno przy wejściu do butiku. Stoisz w przymierzalni w spodniach i cienkiej koszuli, bo marynarka już wisi na haczyku, a lustro oddaje Twoje zmęczone, uważne spojrzenie. Zasłona nie domyka się do końca i zostawia szczelinę szerokości dłoni. Przez tę szparę wpada ciepłe światło korytarzyka oraz cichy szmer sklepu, muzyki i przesuwanych wieszaków. Nie poprawiasz jej od razu, bo właśnie słyszysz spokojne, niskie stuknięcie obcasa.
Dominika staje po drugiej stronie szczeliny, jakby od początku wiedziała, że zastanie Cię właśnie tak. Ma trzydzieści dwa lata, gładko upięte ciemne włosy i grafitowy płaszcz, który nosi z taką pewnością, że nawet w tłocznej galerii nikt nie ośmiela się jej popędzać. Patrzy Ci w oczy przez szparę, bez pośpiechu i bez wstydu, a jej usta układają się w lekki, świadomy uśmiech. Nie odwraca wzroku, kiedy poprawiasz koszulę na ramionach. Ten spokój sprawia, że w żołądku robi Ci się ciepło, zanim jeszcze wypowie pierwsze zdanie.
„Zostaw tę zasłonę” mówi cicho, ale tak wyraźnie, że słyszysz każde słowo mimo muzyki ze sklepu. „Gdybyś chciał ją domknąć, już byś to zrobił, a Ty stoisz i patrzysz na mnie, jakbyś czekał na polecenie.” Opiera dłoń na krawędzi kotary, nie wchodząc jeszcze do środka, i mierzy Cię spokojnym spojrzeniem. „Mam na imię Dominika i jeśli chcesz, żebym weszła, powiedz to wprost, bo nie lubię niedomówień.” „Jeśli wolisz, zamknę zasłonę i wyjdę, a decyzja naprawdę należy do Ciebie.”
Czujesz, jak gardło Ci się ściska, a potem mówisz wprost, że chcesz, żeby została i weszła do środka. Dominika kiwa głową, jakby właśnie potwierdziła coś, co już wiedziała, i wsuwa się do przymierzalni bez zbędnego gestu. Zasłona wraca na miejsce, choć cienka szczelina nadal zostaje, jasna i niebezpiecznie otwarta na korytarz. W kabinie od razu robi się ciaśniej od jej perfum, ciepłej skóry i zapachu wełny. Lustro pokazuje was oboje, a ona staje tak, żebyś widział i ją, i własne napięcie, zanim w ogóle Cię dotknie.
„Dobrze” mówi, zdejmując płaszcz i wieszając go obok Twojej marynarki, jakby ten haczyk od dawna na nią czekał. Pod spodem ma czarną sukienkę, prostą i dopasowaną, z dekoltem, który odsłania obojczyki i nic więcej, a właśnie dlatego trudno oderwać od niej wzrok. „Ręce przy sobie, dopóki nie powiem inaczej, masz patrzeć na mnie i odpowiadać, kiedy pytam.” Czekasz tylko sekundę, a potem mówisz, że potrafisz, głosem niższym, niż sam się spodziewałeś. Dominika uśmiecha się z zadowoleniem, nie z powodu ślepego posłuszeństwa, tylko dlatego, że rozumiesz zasady i sam chcesz je przyjąć.
Podchodzi bliżej i zatrzymuje się na wyciągnięcie ręki, tak blisko, że słyszysz jej równy oddech i czujesz ciepło bijące od skóry. „Koszula jest krzywo zapięta, chcę ją poprawić i odsłonić trochę więcej, jeśli mi pozwolisz.” Kiedy potwierdzasz bez wahania, jej palce wchodzą między guziki, najpierw chłodne, potem cieplejsze przy Twojej piersi. Nie rozpina wszystkiego naraz, tylko jeden guzik i drugi, tyle, żeby zobaczyć, jak reagujesz. Lustro nie pozwala Ci udawać obojętności, a ona patrzy w nie razem z Tobą, spokojna i bardzo świadoma tego, co robi.
„Oddychaj wolniej” mówi Dominika, a jej kciuk sunie po Twoim mostku leniwie, jakby naprawdę miała cały wieczór, choć za zasłoną słychać czyjeś kroki. „Ta szczelina mnie bawi, bo ktoś może zobaczyć cień, ale nie zobaczy tego, co ja czuję pod palcami, i właśnie o to mi chodzi.” Pyta jeszcze raz, czy chcesz, żeby została tak blisko, a Ty odpowiadasz, że tak, wyraźnie i bez wahania, które mogłoby ją zatrzymać. Kiwa głową i przysuwa się o pół kroku, aż jej udo ociera się o Twoje. Sukienka szeleści, perfumy wchodzą Ci pod skórę, a w kabinie robi się wyraźnie goręcej.
„Popatrz na mnie, nie na drzwi” mówi miękko, kiedy Twój wzrok ucieka ku szczelinie, i spełniasz to od razu, bo jej głos nie zostawia miejsca na rozproszenie. Ma piwne oczy, pewne i uważne, a w tej ciasnej przymierzalni wydają się ciemniejsze niż na korytarzu. „Lubię, kiedy mężczyzna słucha, bo sam tego chce, a nie dlatego, że się boi, i Ty się nie boisz, tylko jesteś napięty i ciekawy.” Jej dłoń wędruje niżej, po brzuchu, i zatrzymuje się tuż nad paskiem spodni, nie schodząc ani centymetr dalej. Czeka, aż sam poczujesz, jak bardzo Ci tego brakuje, i jak łatwo mógłbyś poprosić o więcej.
„Powiedz, czego chcesz” szepcze Dominika tuż przy Twoim uchu, a jej oddech muska skórę i zostawia na niej ciepły ślad. „Nie ogólnikami: chcę usłyszeć, czy mam Cię pocałować, czy rozpiąć Ci pasek, czy najpierw kazać Ci patrzeć, jak zdejmuję sukienkę.” Dodaje zaraz, że wszystko, co zrobicie, wydarzy się tylko dlatego, że oboje tego chcecie, i że Twoje słowo jest dla niej granicą oraz zaproszeniem. Twoje dłonie same zaciskają się w pięści, bo wciąż kazała Ci ich nie używać, a ciało i tak zdradza gotowość. Za zasłoną ktoś woła obsługę, a wy stoicie w cienkim marginesie światła, jakby sklep nagle stał się bardzo daleko.
Dominika odsuwa się o centymetr, tylko po to, żeby zobaczyć Twoją twarz, i jej wargi zostają blisko, wilgotne, jeszcze nietknięte. „Widzę, że jesteś gotów, i ja też jestem gotowa, ale nie lubię, kiedy ktoś zgaduje za mnie albo przyspiesza bez słowa.” Jej palce zahaczają o pasek, nie rozpinając klamry, tylko przypominając, jak łatwo mogłaby to zrobić, gdyby usłyszała wyraźną prośbę. W przymierzalni pachnie skórą, perfumami i nową tkaniną, a zasłona drży od czyjegoś przejścia po drugiej stronie. „Jeśli mam Cię teraz pocałować, wsunąć dłoń niżej albo oprzeć Cię o lustro i poprosić, żebyś był cicho, usłyszę to od Ciebie.”
„Jeszcze nie” dodaje, kiedy odruchowo pochylasz się do jej ust, i uśmiecha się, zadowolona, że sprawdzasz granicę, a potem potrafisz się cofnąć. „Dobry odruch, ale prowadzę ja, najpierw słowo, a potem dostaniesz więcej, niż ta ciasna kabina powinna udźwignąć.” Kładzie Twoją dłoń na swojej talii, wreszcie pozwalając Ci jej dotknąć, i czujesz pod materiałem ciepło, napięty mięsień oraz równy oddech. „Trzymaj tutaj, nie wyżej i nie niżej, dopóki nie powiem, i odpowiedz, czy czujesz, jak na Ciebie reaguję.” Mówisz, że tak, a ona przysuwa biodro bliżej, celowo i powoli, tak że nie da się już ukryć, jak bardzo oboje tego chcecie.
Dominika opiera czoło o Twoje czoło, a jej głos staje się niższy, cieplejszy i jeszcze bardziej precyzyjny. W szczelinie zasłony miga cień przechodzącej klientki, która na szczęście nie zatrzymuje się nawet na sekundę i znika w szmerze galerii. „Jesteśmy dokładnie tam, gdzie chciałam nas doprowadzić, i jeszcze jeden Twój ruch sprawi, że przestanę pytać o każdy centymetr, bo zgodę już od Ciebie mam.” Jej palce zostają na klamrze, ciepłe, pewne i gotowe, a Ty czujesz, że następne słowo zdecyduje o wszystkim. „Powiedz mi więc, co mam zrobić teraz: pocałować Cię tak, żebyś zapomniał o sklepie, rozpiąć Ci spodnie i wziąć Cię w dłoń, czy uklęknąć i zacząć bardzo powoli.”


