Telefon zawibrował na stoliku dokładnie wtedy, gdy w mieszkaniu zrobiło się cicho, a za oknem została tylko ciepła, miejska noc. Spojrzałeś na ekran i zobaczyłeś wiadomość od Kasi: „Nie śpisz? Jestem pod Twoimi drzwiami.” Przez moment słyszałeś jedynie buczenie lodówki i własne tętno, bo nie spodziewałeś się jej o takiej godzinie. Wstałeś boso, poprawiłeś koszulkę i ruszyłeś do przedpokoju, zanim zdążyłeś ułożyć w głowie sensowną odpowiedź. Na klatce pachniało nagrzanym betonem i czyimś późnym obiadem, a pod Twoimi drzwiami ktoś naprawdę przestępował z nogi na nogę.
Otworzyłeś drzwi i zobaczyłeś Kasię w jasnej, lekkiej sukience, z włosami spiętymi byle jak i z płócienną torbą na ramieniu. Uśmiechnęła się tak, jakbyście mieli wypić kawę na dole, a nie stać naprzeciw siebie po północy. „No hej. Wiem, że to trochę szalone, ale u Ciebie świeciło się światło i pomyślałam, że może jeszcze nie śpisz.” Roześmiała się cicho, uniosła brwi i czekała, aż zdecydujesz, czy ją wpuścisz. Poczułeś zapach jej skóry, ciepły i słodkawy, zmieszany z nocnym powietrzem z klatki.
„Wejdź, nic dziwnego, tylko mnie zaskoczyłaś.” Odsunąłeś się, a ona weszła do środka i od razu zdjęła sandały przy wycieraczce. Jej ramiona były jeszcze ciepłe od ulicy, a na obojczyku został różowy ślad światła z latarni. „Obiecuję, że nie będę hałasować, bo sąsiedzi i tak myślą, że o tej porze żyją tylko lodówki.” Mrugnęła, rozejrzała się po przedpokoju i na moment przygryzła wargę, wyraźnie ciekawa, czy nie przesadziła.
Zaprowadziłeś ją do kuchni, gdzie na blacie stała niedopita szklanka wody i leżała otwarta książka. Kasia oparła biodro o szafkę, a palcami bawiła się paskiem torby, jakby chciała mieć ręce czymś zajęte. „Byłam u znajomej dwie ulice dalej i jakoś nie chciało mi się od razu wracać do siebie.” Spojrzała Ci w oczy bez wielkich gestów, zwyczajnie, trochę zawstydzona własną szczerością. „Na schodach pomyślałam o Tobie i nie umiałam odłożyć tego na rano, więc mogę zostać chwilę, jeśli naprawdę chcesz.”
Nalałeś jej wody z dzbanka, bo o tej godzinie nie chciałeś niczego mocniejszego, a ona przyjęła szklankę obiema dłońmi. „Dzięki, masz tu zawsze tak cicho, że słychać nawet własną głowę?” Upiła łyk i oblizała wargę, nawet nie sprawdzając, czy na nią patrzysz. „A Ty co robiłeś, czytałeś czy tylko udawałeś, że nie czekasz na jakąś głupią wiadomość?” Zaśmiała się i trąciła Cię lekko łokciem, tak jak na klatce, kiedy mijaliście się z zakupami.
„Czytałem i myślałem, że ta noc będzie zwyczajna, a Ty najwyraźniej masz inne pomysły.” Kasia uniosła szklankę w górę i pokręciła głową, nadal uśmiechnięta. „Nie mam planu, mam tylko ochotę posiedzieć z kimś, przy kim nie muszę udawać mądrzejszej, niż jestem.” Przeszliście do pokoju, a deski podłogi skrzypnęły pod jej bosymi stopami. Usiadła na skraju kanapy, sukienka podsunęła się odrobinę na udzie, a ona nawet jej nie poprawiła.
Rozmawialiście o upale w tramwaju, o kawie z rogu ulicy i o tym, że jutro oboje macie wcześniejszy dzień, niż byście chcieli. A jednak każde zdanie brzmiało bliżej niż poprzednie, jakby zwykłe słowa robiły miejsce na coś odważniejszego. Kasia oparła ramię o oparcie i spojrzała na Twoje dłonie, które leżały spokojnie na kolanie. „Lubię, jak mówisz bez pośpiechu, bo przy Tobie mogę palnąć coś głupiego i nadal zostać.” Pochyliła się, jej kolano dotknęło Twojego, a przez cienką tkaninę przeszło wyraźne ciepło.
„Powiedz szczerze, czy przeszkadza Ci, że jestem tak blisko?” Zaprzeczyłeś ruchem głowy i odpowiedziałeś, że chcesz, aby została, jeśli sama tego chce. Jej uśmiech zrobił się wolniejszy, mniej żartobliwy, a w oczach zostało coś uważnego. „Chcę zostać i chcę, żebyś mnie pocałował, ale tylko wtedy, kiedy masz na to dokładnie taką samą ochotę.” Położyłeś dłoń na jej kolanie, a ona nakryła ją swoją, ciepłą i pewną, jakby właśnie domykała umowę bez papieru.
„No właśnie tak, bez pośpiechu, ale też bez udawania, że nic się nie dzieje.” Pocałowałeś ją najpierw krótko, przy kąciku ust, a Kasia westchnęła tak cicho, że prawie utonęło to w szumie miasta za oknem. Oddała pocałunek głębiej, smakowała wodą i miętą, a jej palce wsunęły się pod rąbek Twojej koszulki. Zatrzymała je na brzuchu i szepnęła przy Twoich ustach, czy może iść dalej. Kiwnąłeś głową, a ona roześmiała się z ulgą, bo nie chciała zgadywać ani chwili dłużej.
Zdjęła Ci koszulkę powoli i patrzyła na Twoją skórę tak, jakby uczyła się jej na pamięć, bez pośpiechu i bez wstydu. Pochyliła się, pocałowała Cię w obojczyk, a jej oddech był gorący, nierówny i bardzo bliski. „Dobrze, że milczysz, bo gdybyś teraz zaczął żartować, roześmiałabym się i zepsuła nam ten moment.” Twoje dłonie odnalazły jej talię, cienką tkaninę sukienki i ciepło, które zbierało się pod nią. Kasia przysunęła się, usiadła Ci na udach i objęła Cię za kark, czekając na Twoje słowo.
„Zostaję tak tylko wtedy, kiedy powiesz, że Ci z tym dobrze.” Przyciągnąłeś ją bliżej i odparłeś, że dobrze Ci z nią tutaj, na Twoich udach, w tym cichym pokoju. Sukienka zsunęła się z jednego ramienia, odsłaniając gładką skórę i cienkie ramiączko, które poprawiła tylko po to, żeby zaraz je puścić. Pocałowałeś to miejsce, a ona wplotła palce w Twoje włosy i poprosiła, żebyś był mocniejszy, ale jeszcze nie brał wszystkiego. Jej biodra poruszyły się powoli, a przez materiał poczułeś, jak bardzo jest gotowa i jak bardzo chce, abyście oboje nadal decydowali.
Kasia odchyliła się odrobinę, żeby spojrzeć Ci w oczy, a jej usta były wilgotne i poważniejsze niż ten pierwszy uśmiech na klatce. „Jeszcze chwila i nie będę umiała żartować, więc powiedz mi, czego chcesz, bo ja chcę Ciebie i nie zamierzam się tego wstydzić.” Trzymała Twoją dłoń przy swoim udzie, tuż pod rąbkiem sukienki, i nie puszczała jej ani na sekundę. Słyszałeś jej szybki oddech, szelest tkaniny i własne serce, które biło stanowczo za głośno jak na tak mały pokój. „Jestem tutaj, decyzja jest Twoja, ale zrób ją teraz, zanim stracę ten ostatni spokojny oddech.”





