Sala jest prawie pusta, a ostatni rząd tonie w ciepłym świetle projektora i w chłodzie klimatyzacji. Film dopiero rusza, ale ty nie patrzysz na ekran, bo obok siada kobieta, która pachnie drogimi perfumami i lekką irytacją. Klaudia zdejmuje płaszcz wolno, jakby fotele należały do niej, i zerka na twój profil z ukosa. Jej usta są pomalowane na ciemny róż, a telefon wciąż świeci w dłoni, choć dźwięk już wyłączyła. Spóźniona o kwadrans, a i tak wygląda, jakby to kino czekało właśnie na nią.
„Nie witasz się?” pyta cicho, nie odrywając wzroku od napisów. „Wszyscy się witają, kiedy siadam obok, i przynajmniej udają, że mają coś ciekawego do powiedzenia.” Ty wzruszasz ramionami i zostawiasz jej miejsce, nie przesuwając się ani o centymetr. Klaudia marszczy brwi, wyraźnie zaskoczona brakiem zachwytu. Jej kolano muska twoje, niby przypadkiem, niby pierwszą próbą. „Nudny jesteś” dodaje, ale w głosie nie ma znudzenia, tylko świeża ciekawość.
Przez kilka minut patrzysz przed siebie, choć fabuła już ci ucieka, a ona i tak nie śledzi obrazu. Muzyka narasta, a jej oddech jest bliżej, niż powinien być w publicznym miejscu. Klaudia odkłada telefon ekranem w dół, co u niej wygląda jak rzadka decyzja. „Trzysta tysięcy ludzi pisze do mnie co dzień” szepcze prosto w twoje ucho. „A ty siedzisz jak kamień, albo jesteś arogancki, albo naprawdę nie wiesz, kim jestem.” Patrzysz na nią dopiero teraz, spokojnie, i widzisz, że to drugie drażni ją bardziej.
„Wiem, kim jesteś” odpowiadasz nisko, tak żeby słyszała tylko ona. „I wiem, że przyszłaś tu, bo samo podziwianie już cię nuży.” Klaudia przechyla głowę, a światło z ekranu kładzie się na jej obojczyku i na cienkim łańcuszku. Śmieje się krótko, bez dźwięku, i przysuwa się tak, że jej udo opiera się o twoje całym ciężarem. „Ostro” mówi, a w kąciku ust ma wyzwanie. „Lubię, kiedy ktoś nie prosi o pozwolenie na własne zdanie.”
W sali pachnie popcornem i jej perfumami, słodkimi, czystymi, trochę zbyt drogimi na tę ciszę. Czujesz ciepło jej skóry przez cienką spódnicę i słyszysz, jak połyka ślinę, zanim znowu się odezwie. „Jeśli chcesz moją uwagę, musisz ją wziąć” szepcze, patrząc przed siebie. „Nie komentarzem pod zdjęciem, tylko tutaj, gdzie nikt nie zrobi zdjęcia.” Twoja dłoń ląduje na jej kolanie, pewnie, bez pośpiechu. Klaudia wstrzymuje oddech, a potem kładzie swoją rękę na twojej i nie odsuwa jej.
„Mogę?” pytasz, choć jej palce już prowadzą twoją dłoń wyżej, po gładkiej skórze uda. „Teraz pytasz?” mruczy, rozbawiona i wyraźnie rozgrzana. „Tak, możesz, chcę tego, inaczej wyszłabym po zwiastunach.” Jej głos jest cichszy, bez tego chłodu, który ćwiczy przed kamerą. Spódnica podjeżdża pod twoim nadgarstkiem, a ty czujesz ciepło tam, gdzie materiał się kończy. Klaudia przygryza wargę i zerka w stronę pustych rzędów, jakby sprawdzała, czy świat nadal należy tylko do niej.
Film szumi gdzieś daleko, a dialogi z ekranu zlewają się w jeden obojętny szum. Jej udo drży pod twoimi palcami, kiedy suniesz wolno w górę, aż do koronki bielizny. Klaudia wypuszcza powietrze tuż przy twoim uchu i zaciska palce na oparciu. „Nie gap się jak na historię” mówi. „Dotykaj, skoro już zacząłeś, i nie waż się być grzeczny tylko dlatego, że ktoś siedzi z przodu.” Twoje palce odnajdują wilgoć przez cienki materiał i naciskasz delikatnie, w rytmie jej oddechu.
Ona wygina biodra, minimalnie, ale wystarczająco, żebyś poczuł, jak bardzo jej na tym zależy. „Głośniej nie możesz” ostrzegasz, kiedy z jej gardła ucieka cichy, zduszony dźwięk. Klaudia zaciska dłoń na twoim nadgarstku, nie po to, by cię zatrzymać, tylko by trzymać cię dokładnie tam. „To ty mnie rozpraszasz” odpowiada przez zęby, a uśmiech, który jej ucieka, nie trafiłby na żadne zdjęcie. Twoje palce wsuwają się pod koronkę i spotykają ją gorącą, śliską, gotową.
Poruszasz się wolno, jednym palcem, potem drugim, słuchając jej ciała bardziej niż słów. Klaudia opiera czoło o twoje ramię i oddycha płytko, jakby każde głębsze westchnienie mogło zdradzić ją całej sali. „Nie przestawaj” szepcze, już bez pozy. „I nie patrz na mnie tak, jakbyś wygrał, bo ja jeszcze nie skończyłam się bawić.” Jej biodra same wychodzą naprzeciw twojej dłoni, a paznokcie wbijają się lekko w twoje udo. Czujesz, jak napina się wokół ciebie, blisko, za blisko jak na miejsce, w którym nadal leci film.
Ktoś w przejściu kaszle daleko z przodu i Klaudia zastyga na sekundę, potem śmieje się bezgłośnie w twoją szyję. „Zostań” rozkazuje, choć głos jej się łamie na ostatniej spółgłosce. Twoja druga ręka obejmuje jej kark, pewnie, i przytrzymujesz ją tak, żeby widziała tylko ciebie, nie ekran. „Sama zdecyduj, jak daleko” mówisz jej do ucha, nie zwalniając rytmu. Klaudia unosi na ciebie oczy, ciemne, już bez filtra, i sięga do twojego paska drżącymi palcami.
„Chcę cię poczuć” mówi wprost, tak cicho, że prawie ginie to w szumie projektora. „Tutaj, albo każesz mi czekać do wyjścia i udawać, że nadal jestem znudzona tą salą.” Jej dłoń naciska przez spodnie, dokładnie tam, gdzie jesteś twardy, i uśmiecha się, bo wreszcie ma dowód, że też cię ruszyło. Kciuk bawi się metalem sprzączki, ale jeszcze jej nie otwiera. „No?” szepcze, a oddech ma nierówny i gorący. „Powiedz mi, co mam zrobić, albo zrób to sam, zanim zmienię zdanie z czystej przekory.”





