Po północy na Kazimierzu zostałeś przy barze, bo Nika zatrzymała cię spojrzeniem, zanim przekręciła klucz w drzwiach klubu. Czarna grzywka opadła jej na oczy, kolczyk w nosie złapał resztkę czerwonego neonu, a tatuaże na przedramionach pociemniały, gdy zgasiła lampy nad półkami. W powietrzu został cytrus ze ścierki, skóra kurtek i kurz ze sceny, a z głośnika sączył się cichy bas, którego nikt już nie ściszył. Patrzyłeś, jak przeciera blat powolnym ruchem, i czułeś, że tej nocy nie będzie zwykłej przepychanki. Odwróciła się do ciebie i uniosła brew, jakby już wiedziała, że serce biło ci szybciej, niż chciałeś przyznać.
"No i co, twardzielu, stoisz jak słupek, czy weźmiesz to, o co prosiłam," powiedziała Nika, a w jej głosie usłyszałeś tę samą złośliwość, którą znałeś z baru. Podszedłeś bliżej, poczułeś ciepło jej skóry i ostry zapach czarnej kreski przy oku, zmieszany z mydłem z zaplecza. Nie cofnęła się, tylko oparła biodro o blat i zmierzyła cię wzrokiem od butów po usta. "Umowa była prosta, tym razem ty prowadzisz, a ja sprawdzam, czy nie rozsypiesz się przy pierwszej docince." Kiwnąłeś głową, bo pamiętałeś każde słowo tej umowy i nie zamierzałeś jej zawieść w pustym klubie.
Zatrzymałeś się na wyciągnięcie ręki i powiedziałeś spokojnie, że najpierw ustalacie granicę, zanim ktokolwiek wyda rozkaz. Nika prychnęła, ale nie żartowała, gdy odpowiedziała, że jej słowo to czerwień i że masz przerwać od razu, jeśli je usłyszysz. Dodała, że chce tego naprawdę, nie na pokaz, i że jeśli zaczniesz słodzić, wyrzuci cię na mróz bez pożegnania. Spojrzałeś jej w oczy i powtórzyłeś jej słowo, a potem swoje, krótkie i wyraźne, żeby nie zostało cienia wątpliwości. Poczułeś ulgę, gdy kiwnęła głową bez szyderstwa, tylko z ostrym, skupionym błyskiem.
"Dobrze, to teraz słuchasz mnie, dopóki sama nie powiesz czerwień," powiedziałeś cicho, patrząc na jej usta, nie na blat. Wydęła wargi, jakby twoja pewność bawiła ją i drażniła jednocześnie, i nie odsunęła się ani o krok. "Ależ proszę, szefie, zobaczymy, ile wytrzymasz, zanim zaczniesz błagać o podpowiedź." Nie dałeś się wciągnąć w jej tempo i nie podniosłeś głosu, choć krew już ci szumiała. Kazałeś jej odłożyć ścierkę, stanąć prosto i położyć ręce na blacie, tak żebyś widział każdy tatuaż.
Spełniła polecenie wolniej, niż powinna, specjalnie, i jeszcze rzuciła, że blat jest zimny, a ty pewnie nie masz pojęcia, co z tym zrobić. Podszedłeś z jej lewej strony i położyłeś dłoń obok jej dłoni, nie dotykając jeszcze skóry. Poczułeś chłód lakieru, usłyszałeś jej oddech i zobaczyłeś, jak palce drżą, choć głos został wredny. "Imponujące, stoisz blisko i zaliczyłeś poziom podstawowy, więc nie pękaj z dumy," mruknęła, nie odrywając wzroku od twoich ust. Nie uśmiechnąłeś się i powiedziałeś, że za każdy docinek, który nie jest jej słowem, dostanie twoją ciszę zamiast ust.
Nika zamilkła na sekundę, a potem zaśmiała się krótko, gardłowo, jakby twoja reguła właśnie ją rozpaliła bardziej niż jakikolwiek komplement. "Ostro, jak na kogoś, kto zwykle gapi się w moje przedramiona i udaje, że czyta etykiety na butelkach," dodała, nie ruszając dłoni z blatu. Przesunąłeś wzrok po czarnych liniach na jej skórze, po krzywej jaskółce i po napisie, którego nie odczytałeś na głos. Powiedziałeś, że tej nocy nie patrzysz jak klient, tylko jak ktoś, komu pozwoliła prowadzić. Chciałeś, żeby poczuła to w karku, nie tylko w uszach, i nie dałeś jej czasu na kolejną tarczę ze słów.
Kazałeś jej odwrócić się przodem do półek, zostawić dłonie na blacie i rozsunąć stopy na szerokość bioder. Wykonała to z przesadną grzecznością, która była czystą prowokacją, a potem odwróciła głowę przez ramię. "I co teraz, dowódco, będziesz stał i podziwiał widok, aż mi się znudzi?" Czarna koszulka opięła jej łopatki, a pasek spodni błysnął w przyćmionym świetle nad skrzynkami. Poczułeś zapach jej włosów, coś słodkiego pod dymem kadzidełka ze sceny, i musiałeś świadomie zwolnić oddech, żeby nie przyspieszyć za wcześnie.
Zbliżyłeś usta do jej ucha, ale nie dotknąłeś skóry, i zapytałeś wprost, czy nadal chce, żebyś prowadził dalej, tu, przy tym barze. "Chcę, a jak powiem czerwień, stajesz, i jak nie powiem, nie waż się mnie niańczyć," odpowiedziała od razu, bez czułego tonu, za to z wyraźnym głodem. Ta zgoda weszła ci w krew mocniej niż jakikolwiek żart, który wcześniej rzucała przez kontuar. Położyłeś dłonie na jej biodrach, pewnie, i poczułeś, jak napina się pod twoim dotykiem, a potem powoli oddaje ci ciężar ciała.
Przesunąłeś kciuki wzdłuż paska i powiedziałeś, że zdejmiesz jej koszulkę tylko wtedy, gdy sama uniesie ręce i poprosi o to jednym zdaniem bez złośliwości. Nika warknęła cicho, bo warunek jej nie pasował, a jednocześnie podobał jej się aż za bardzo. Przez chwilę milczała, a ty nie pomogłeś, tylko czekałeś, gorący i nieruchomy, ze wzrokiem wbitym w jej kark. "Zdejmij mi koszulkę," powiedziała w końcu, krótko, i usłyszałeś w tym prawdziwe tak, nie teatr. Spełniłeś warunek, który sam ustaliłeś, powoli, tak żeby materiał sunął po jej ramionach i zostawił na skórze dreszcz.
Pod czernią miała cienki stanik, czarny jak reszta jej zbroi, a na żebrach kolejny tatuaż, którego wcześniej nie widziałeś zza baru. Nie skomentowałeś go słodko i nie zapytałeś o historię igły, bo nie przyszedłeś tu po opowieść. Powiedziałeś tylko, że jest piękny i że tej nocy nie wolno jej chować się za docinkiem, kiedy słyszy prawdę. Nika zaklęła cicho, ale została w miejscu, z dłońmi z powrotem na blacie, tak jak kazałeś. Ciepło jej pleców przeszło na twoją koszulę, gdy stanąłeś tuż za nią, i jej oddech zgubił rytm na tyle wyraźnie, że wiedziałeś, że sprawdzian dopiero się zaczyna.
Sięgnąłeś po jej pasek, nie rozpiąłeś go od razu, tylko przeciągnąłeś palcem po krawędzi i zapytałeś, czy możesz związać jej nadgarstki z przodu, luźno, tak żeby sama mogła się uwolnić. "Możesz, a jak ściśniesz za mocno, usłyszysz czerwień, i jak będziesz się bał dotknąć, usłyszysz, że jesteś nudny," powiedziała, a w głosie nie było już tylko kpiny. Uśmiechnąłeś się pierwszy raz, krótko, i odpowiedziałeś, że nuda nie wchodzi w grę. Zdjąłeś pasek sprawnie, oplotłeś nim jej nadgarstki przed ciałem, zostawiłeś luz na dwa palce i sprawdziłeś, czy czuje dłonie. Patrzyłeś jej w oczy przez cały ten czas, żeby widziała, że nie spieszysz się kosztem jej zgody.
"Czuję i nie jest za ciasno," potwierdziła, poruszając palcami, a skóra paska skrzypnęła cicho w pustym klubie. Kazałeś jej oprzeć związane dłonie o blat i nie ruszać nimi, dopóki nie pozwolisz. Wykonała, a potem od razu przetestowała granicę słowem, nie ciałem, bo dobrze wiedziała, że ciało zostawiła pod twoją ręką. "I co, bohaterze, związana gotka przy twoim barze, więc zrobisz wreszcie coś, od czego zapomnę alfabet?" Nie podniosłeś głosu i powiedziałeś, że alfabet zostawisz jej na później, a teraz ma być cicho, dopóki nie zapytasz.
Pochyliłeś się i pocałowałeś ją między łopatkami, raz, powoli, a potem zatrzymałeś usta tuż nad skórą, żeby poczuła brak. Nika wciągnęła powietrze i zaklęła tak cicho, że usłyszałeś raczej drżenie niż słowo. "To było podłe i dobre, więc nie waż się przerywać, chyba że każę," szepnęła, już mniej pewnie niż przy pierwszych docinkach. Odpowiedziałeś, że przerwiesz tylko na jej słowo, a potem przesunąłeś dłonie po jej bokach, omijając piersi, celowo, aż zadrżała z irytacji i z pożądania. Czekałeś w tej ciszy, bo chciałeś, żeby sama doszła do prośby, a nie dostała jej za darmo.
Twoje palce weszły pod stanik tylko na tyle, by poczuła zamiar, i zapytałeś jeszcze raz, krótko, czy idziesz dalej. "Idziesz," warknęła Nika, a jej czoło opadło na przedramię, bo związane dłonie nie dawały jej dawnej swobody. Rozpiąłeś haftki, materiał osunął się na blat, a chłód klubu i ciepło twoich dłoni spotkały się na jej skórze. Nie śpieszyłeś się, masowałeś powoli i ścisnąłeś lekko, tak jak kiedyś ustaliliście spojrzeniem przy zamkniętym barze. Słuchałeś, czy jej oddech zostaje w zgodzie, czy ucieka w ostrzeżenie, i zostałeś przy zgodzie, gdy jęknęła cicho, bez szyderstwa.
Została w zgodzie, a dźwięk, który zwykle chowała za śmiechem, wyszedł z niej niski i szczery, zanim zdążyła go zagadać. "Nie rób takiej miny, nawet jej nie widzę, ale na pewno jesteś z siebie dumny," mruknęła w blat, jakby musiała odzyskać język. Zaśmiałeś się cicho przy jej karku i powiedziałeś, że duma przyjdzie później, a teraz ma klęknąć na macie za barem, jeśli nogi jej pozwolą. Zawahała się tylko na oddech, potem kiwnęła, że tak, i zeszła z wysokich butów na gumową matę. Patrzyłeś, jak klęka wciąż związana z przodu, i poczułeś, że władza, którą ci oddała, jest ciężka i gorąca tylko dlatego, że sama ci ją podała.
Klęknęła, ale nie pokornie, tylko z uniesioną brodą, z kolczykiem błyszczącym przy nozdrzu i z grzywką lepiącą się do wilgotnego czoła. Oczy nadal cię oceniały, tak samo ostro jak wtedy, gdy pierwszy raz kazała ci zasłużyć na rozmowę przy tym barze. "No klęczę, i co z tego wynika, skoro nadal gadasz jak ktoś, kto boi się własnego pomysłu?" Przykucnąłeś naprzeciw niej, złapałeś jej podbródek dwoma palcami i kazałeś patrzeć ci w oczy, dopóki nie mrugnie pierwsza. Mrugnęła dopiero po długiej chwili, a potem oblizała wargi, wolno, jak wyzwanie, od którego krew uderzyła ci w skronie.
Powiedziałeś jej, że ma otworzyć usta i poczekać, bez pośpiechu i bez przejęcia twojej ręki, dopóki nie usłyszy pozwolenia. Nika wykonała, a na jej języku zobaczyłeś błysk kolczyka, o którym dotąd tylko słyszałeś w docinkach rzucanych przez kontuar. Nie wszedłeś od razu, tylko przesunąłeś kciukiem po jej dolnej wardze, zebrałeś wilgoć i kazałeś jej powiedzieć, czego chce, jednym zdaniem, bez teatru. "Chcę cię w ustach i chcę, żebyś nie pytał co pięć sekund, tylko prowadził, dopóki nie powiem czerwień," odpowiedziała ochryple. To zdanie zostało między wami jak rozgrzany drut, i poczułeś, że jeśli teraz odpuścisz, stracisz ją w samym środku próby.
Wstałeś, rozpiąłeś spodnie na tyle, by poczuła ciężar decyzji, i zatrzymałeś jej twarz w dłoniach, stanowczo, ale bez szarpania. Nika oddychała szybciej, związanymi dłońmi oparła się o twoje udo i czekała, naprawdę czekała, choć oczy wciąż iskrzyły przekorą. Ciepło jej oddechu przeszło przez materiał, a ty musiałeś zacisnąć zęby, żeby nie oddać jej tempa, którego tak bardzo chciała ci ukraść. Powiedziałeś, że najpierw pocałuje tylko czubek, raz, i zatrzyma się, aż usłyszy twoje tak. Zrobiła to posłusznie i nieposłusznie zarazem, bo język z kolczykiem musnął cię tak wolno, że kolana zmiękły ci w pół kroku.
"Dość," powiedziałeś, choć ciało krzyczało inaczej, i odsunąłeś jej głowę na szerokość dłoni. Nika spojrzała w górę z mieszaniną wściekłości i zachwytu, jakbyś właśnie zdał egzamin, którego nie chciała ci ułatwiać. "O żesz ty, naprawdę to robisz i naprawdę mnie trzymasz," szepnęła, a w tym szepcie nie było już tylko próby. Nie pogłaskałeś jej po głowie, bo wiedziałeś, że słodzenie ostudziłoby ją szybciej niż twoja cisza. Zamiast tego chwyciłeś pasek przy jej nadgarstkach, sprawdziłeś luz i zapytałeś ostatni raz tej nocy, cicho, czy idziecie dalej, tu, na macie za barem.
"Idziemy," odpowiedziała Nika bez wahania, a jej głos był niższy niż przy barze, ostrzejszy i bardziej prawdziwy. Wilgoć na jej ustach błyszczała w resztce światła, tatuaże na przedramionach napięły się pod paskiem, a kolana na macie odciskały wzór gumy, który sama zignorowała. Poczułeś jej zgodę w tym jednym słowie, w sposobie, w jaki podała ci ciało i jednocześnie nie oddała ci języka na własność. Zapach skóry, cytrus z blatu i sól na jej wardze zmieszały się, gdy pochyliłeś się nad nią i nadal nie zrobiłeś następnego ruchu. Wszystko w tobie i w niej stało już na samej krawędzi, gorące, jawne i wciąż czekające na twój rozkaz.
Trzymałeś jej podbródek, patrzyłeś w oczy obrysowane czarną kreską i widziałeś, że czeka na rozkaz, nie na prośbę. Nika oblizała wargę, uśmiechnęła się tym wrednym ułamkiem ust i szepnęła, że jeśli teraz się zawahasz, nigdy ci tego nie daruje, a jeśli wydasz rozkaz, zrobi dokładnie to, co każesz. Twoje palce zadrżały na jej skórze tylko przez sekundę, potem znieruchomiały, pewne. Usłyszałeś bas z głośnika, własny oddech i jej ciche, niecierpliwe tak, które nie było jeszcze pełnym słowem. Zostałeś w tym ułamku, tuż przed kolejnym krokiem, i wiedziałeś, że to ty masz zdecydować, jak daleko poprowadzisz ją tej nocy.




