Twoja dziewczyna wyjechała na weekend do rodziny, zostawiając cię z ciszą w mieszkaniu i wieczorem, który rozciągał się leniwie. Oglądałeś coś w tle, gdy do drzwi dobiegło lekkie pukanie. Spojrzałeś przez wizjer. Stała tam Kasia, twoja sąsiadka z naprzeciwka, w szarym dresie i z rozpuszczonymi, miodowymi włosami. Otworzyłeś.
„Hej, przepraszam, że tak późno”, powiedziała, uśmiechając się tym swoim prostym, ciepłym uśmiechem., „Ale czy mogłabym pożyczyć cukiernicę? Albo cokolwiek, w czym da się zrobić bitą śmietanę. Zupełnie zapomniałam, że obiecałam przynieść deser na jutro, a moja miska akurat się rozbiła.”
Zaprosiłeś ją do środka. Weszła, rozglądając się po twoim przedpokoju. „Ale masz tu cicho. U nas zawsze gra muzyka albo coś”, zauważyła, idąc za tobą w stronę kuchni. Poczuliście jej lekki zapach, mydło i coś owocowego, może odżywka do włosów.
Podczas gdy grzebałeś w szafkach, szukając odpowiedniego naczynia, Kasia oparła się o blat. „Fajnie, że nie masz nic przeciwko. Czasem się zastanawiam, czy nie jestem tym natrętnym sąsiadem.”
„Absolutnie nie”, odparłeś, znajdując wysoką ceramiczną miskę., „Proszę bardzo.”
Wzięła ją, ale nie odchodziła. Jej wzrok pobiegł w stronę salonu, gdzie na ekranie migotały obrazy. „O, to ten serial? Też go oglądam! Akurat w tym odcinku oni…”, przerwała, machając ręką., „Nie, nie spoileruję. Szkoda, że nie masz ochoty na towarzystwo, bo właśnie tamten fragment…”
Zamilkła, ale jej oczy mówiły coś więcej. Stała tak blisko, że widziałeś drobne piegi na jej nosie i jak jej piersi unosiły się pod miękkim materiałem bluzy z każdym oddechem. Cisza między wami stała się nagle gęsta i wyczuwalna.
„Może… może jednak zostań na chwilę?”, powiedziałeś, a słowa wydobyły się z ciebie same, zanim zdążyłeś je przefiltrować., „Mam dobre wino. Możemy ten fragment obejrzeć razem.”
Jej uśmiech stał się szerszy, bardziej prywatny. „Na jedno glassie mogę się skusić. Tylko nie mów mojemu chłopakowi, że wieczorem piję wino u sąsiada”, zażartowała, ale w jej głosie było lekkie napięcie, które kłuło cię prosto w brzuch.
Usiedliście na kanapie, ty w swoim rogu, ona w drugim, ale kanapa była duża tylko z pozoru. Po kilku minutach jej bose stopy wsunęły się pod jej pośladki, a ona pochylała się czasem do przodu, by nalać więcej wina, jej ramię ocierało się o twoje. Rozmawialiście o serialu, o pracy, o absurdach życia w bloku. Za każdym razem, gdy się śmiała, jej oczy błyszczały w półmroku.
„Wiesz, czasem cię widzę, jak wychodzisz rano”, powiedziała nagle, patrząc w swój kieliszek., „Zawsze wyglądasz tak… skupiony. Poważny. A teraz jesteś zupełnie inny. Rozluźniony.”
„To przez wino”, odparłeś, ale ona pokręciła głową.
„Nie. To przez to, że nikt nie patrzy.”
Te słowa zawisły w powietrzu. Odłożyła kieliszek. Odległość między wami skurczyła się do kilku centymetrów. Czułeś ciepło bijące od jej ciała, ten owocowy zapach zmieszany teraz z nutą wina. Twoje serce zaczęło łomotać.
„Kasiu…”, zaczepiłeś, ale nie wiedziałeś, co dalej.
Ona na to spojrzała. Jej spojrzenie było już zupełnie inne, otwarte, badawcze, pozbawione tego wesołego filtru. „Tak?”, szepnęła.
Bez słów uniosła dłoń i opuszkami palców dotknęła twojego policzka, lekko, jakby sprawdzając, czy to rzeczywiste. Jej dotyk był elektryzujący. Poczuliście, jak całe twoje ciało napina się w oczekiwaniu.
„Nie powinienem”, wyszeptałeś, ale twoja głowa już się przechylała, zbliżając do jej dłoni.
„Ja też nie”, odpowiedziała, ale jej palce przesunęły się w dół, do linii twojej szczęki, a potem na szyję., „Ale tu, teraz… nikt nie patrzy.”
To był ostatni strzęp logiki, który uleciał. Pochyliłeś się i twoje usta znalazły jej usta. Były miękkie, ciepłe, otworzyły się na twój pocałunek z westchnieniem, które było jak zgoda na wszystko. Jej ręce objęły twoją szyję, wciągając cię głębiej. Pocałunek nie był delikatny, był głodny, pełny tłumionego przez cały wieczór pragnienia.
Przewróciliście się na bok na szerokiej kanapie, a ona znalazła się pod tobą, jej dresowe spodnie ocierały się o twoje jeansy. Twoja dłoń wsunęła się pod jej bluzę, znajdując gorącą, gładką skórę pleców. W odpowiedzi jej dłoń szarpnęła twoją koszulkę, wsuwając się pod nią i pieszcząc twój brzuch, a potem klatkę piersiową. Każdy jej dotyk palił.
„Czekaj”, wysapała, odrywając usta na chwilę., „Czy… czy na pewno?”
Spojrzałeś w jej oczy, rozszerzone źrenice, wilgotne usta. Jej biodra niespokojnie poruszały się pod tobą. „Nie jestem pewien niczego. Oprócz tego, że tego chcę”, przyznałeś szczerze.
Uśmiechnęła się tym razem wyzywająco, po czym pociągnęła cię za koszulkę, by znów się pocałować. Jej ręce stały się śmielsze, jedna z nich przemierzyła twój tors, zatrzymała się na brzegu spodni, a jej palce zaczęły rysować śmiałe kręgi przez materiał, tuż przy twoim zapięciu. Poczuliście, jak cały twardniejesz, napierając na dżinsy.
Ona to wyczuła. Jej oddech stał się szybszy. „Mój chłopak… jest u swoich rodziców do jutra”, szepnęła ci prosto do ucha, a jej słowa były gorącym podmuchiem., „A twoja dziewczyna… też nie wróci tej nocy.”
To była ostatnia informacja, która zniszczyła wszelkie opory. Twoja dłoń zsunęła się z jej pleców, przeszła po boku jej biustu, omijając go z namysłem tyrana, by w końcu objąć go w całości przez cienki materiał stanika. Był pełny, ciężki w twojej dłoni. Kasia wydała z siebie stłumiony jęk, a jej głowa odchyliła się do tyłu, odsłaniając szyję, którą zacząłeś całować, wciągając jej zapach.
Wtedy jej dłoń, ta, która bawiła się przy twoim zapięciu, sięgnęła po guzik. Usłyszałeś charakterystyczny dźwięk rozpięcia. Zimne powietrze dotknęło twojego brzucha, a potem jej palce wślizgnęły się pod materiał bokserów, obejmując cię w pełni. Ścisnęła. Twoje oczy przymknęły się z rozkoszy.
„Boże…”, jęknąłeś, tracąc resztki kontroli. Twoja własna dłoń wędrówką w dół dotarła do jej dresowych spodni, wsuwając się pod pas. Jej brzuch był płaski, napięty. Gdy palce dotarły niżej, pod elastyczną taśmę jej majtek, poczułżeś gorącą wilgoć, która przesiąkła przez materiał.
Kasia wygięła się pod twoim dotykiem, jej oddech stał się głośny, urywany. „Tak…”, zaszeptała, prowadząc twoją rękę dokładnie tam, gdzie chciała., „Proszę…”
I wtedy, gdy twoje palce miały przekroczyć ostatnią granicę bielizny, a jej dłoń pracowała nad twoimi spodniami, zatrzymaliście się jednocześnie. Wasze spojrzenia spotkały się, pełne zwierzęcego pożądania, ale też ostatniej iskry świadomości. Jej usta były rozchylone, policzki płonęły. Drżeliście oboje na krawędzi, na którą mieliście spaść za sekundę.
„Jeśli teraz pójdziemy dalej…”, zaczęła, łykając ślinę, „…nie będzie już odwrotu.”
Jej dłoń wciąż była na tobie, twoja na niej. Czekała na twoją decyzję. Cały świat zawężił się do tego punktu, do jej oczu, do tego drżenia między waszymi ciałami.




