Sala weselna Ani i Marka pachniała bzem i ciepłym woskiem, a parkiet lśnił od świateł, które ktoś przyciemnił tuż po torcie. Stałeś przy oknie ze szklanką wody, bo wolałeś chłód szkła od gwaru, który już cię męczył. Właśnie wtedy zobaczyłeś Mei. Szła wolno wzdłuż stołów, w prostej ciemnozielonej sukience, z włosami spiętymi luźno nad karkiem, i każdy jej krok wyglądał tak, jakby miała czas tylko dla jednego człowieka.
Kiedy orkiestra przeszła w wolniejszy utwór, podeszła do ciebie bez pośpiechu i zatrzymała się na wyciągnięcie ręki. Spojrzała ci w oczy tak uważnie, że poczułeś, jak prostujesz plecy, choć nikt cię o to nie prosił. Mei uśmiechnęła się ledwie kącikiem ust. "Nie znamy się, ale stoisz, jakby twoje barki niosły całą salę", powiedziała. Wyciągnęła dłoń, ciepłą i pewną, a potem dodała: "Jestem Mei i zatańczysz ze mną, jeśli naprawdę chcesz."
Skinąłeś głową, zanim zdążyłeś wymyślić żart, i poczułeś jej palce na swoim nadgarstku, dokładnie tam, gdzie puls bił najmocniej. Na parkiecie położyła drugą dłoń na twoim ramieniu i od razu znalazła miejsce, w którym mięsień był twardy jak drewno. "Tu trzymasz oddech, kiedy myślisz, że nikt nie patrzy", szepnęła ci przy uchu. Muzyka otuliła was oboje, a jej biodro musnęło twoje tylko na tyle, żebyś wiedział, że to nie przypadek. Poczułeś ciepło jej brzucha przez cienką sukienkę i przez własną koszulę, i ten żar został z tobą na cały obrót.
Tańczyliście blisko, ale bez pośpiechu, i czułeś zapach jej skóry: ciepły olejek, coś cytrusowego i odrobinę jaśminu. Mei mówiła niewiele, za to prowadziła cię spojrzeniem i drobnym naciskiem dłoni. "Oddychaj niżej, nie w klatce, tylko w brzuchu", powiedziała spokojnie. Zrobiłeś, o co prosiła, i od razu poczułeś, jak jej udo układa się bliżej twojego. Sukienka szeleściła przy każdym obrocie, chłodna na wierzchu i ciepła tam, gdzie dotykała skóry.
Ktoś zaśmiał się przy barze, ktoś uniósł kieliszek, ale ty słyszałeś głównie jej oddech przy swoim karku. "Lubię twoje ręce", powiedziała, patrząc na miejsce, gdzie trzymałeś ją w talii. "Są ostrożne, a to rzadkie u mężczyzny, który właśnie mnie poznał i już umie nie ściskać za mocno." Twoje palce rozluźniły się od razu, jakbyś chciał jej pokazać, że słyszysz więcej niż muzykę. Mei kiwnęła głową, zadowolona, i przysunęła usta tak blisko ucha, że poczułeś jej słowa bardziej skórą niż słuchem.
"A twoje dłonie wiedzą za dużo", odparłeś cicho, i Mei zaśmiała się krótko, prawie bezgłośnie. Przesunęła kciuk wzdłuż twojego obojczyka, powoli, jakby sprawdzała, czy pozwolisz jej zejść niżej. Pozwoliłeś, bo całe ciało już mówiło tak, zanim usta nadążyły. Pochyliła czoło do twojego i przez chwilę tańczyliście w miejscu, podczas gdy reszta sali wirowała gdzieś daleko. "Jeśli chcesz, wyjdziemy na taras, bo tu jest za jasno na to, co chcą robić moje ręce", szepnęła.
Na tarasie powietrze było chłodniejsze, pachniało rzeką i mokrym kamieniem, a za balustradą mrugały światła miasta. Mei oparła się plecami o mur i popatrzyła na ciebie z dołu, niższa, ale wcale nie mniej pewna siebie. "Mogę dotknąć twojej szyi", zapytała wprost. "Nie jako taniec i nie dla żartu, tylko jako ja, więc powiedz tak albo nie." Czekała w ciszy, aż odpowiesz, i w tej ciszy poczułeś, że jej spokój jest ostrzejszy niż jakikolwiek pośpiech na parkiecie.
"Tak", powiedziałeś, i twoje własne słowo zabrzmiało nisko, prawie jak prośba. Mei kiwnęła głową, jakby właśnie dostała coś cennego, i stanęła za tobą na chłodnych płytkach tarasu. Jej dłonie wsunęły się pod kołnierz koszuli, ciepłe już po chwili, i rozluźniły miejsce tuż przy karku. Poczułeś, jak napięcie puszcza falą, aż ugięły ci się kolana i musiałeś oprzeć dłoń o balustradę. "Dobrze, tu trzymasz cały wieczór, więc puść to dla mnie, powoli", mruknęła ci przy uchu.
Palce Mei pracowały wolno, kółkami, potem prostą linią w dół kręgosłupa, na tyle nisko, na ile pozwalała koszula. Nie spieszyła się i nie udawała, że to tylko grzeczność po tańcu. Co kilka oddechów pytała cicho, czy tak jest dobrze, a kiedy odpowiadałeś twierdząco, schodziła odrobinę niżej i cieplej. Twoje dłonie same znalazły jej nadgarstki, nie żeby ją zatrzymać, tylko żeby czuć, że to naprawdę dzieje się z tobą. Zapach olejku mieszał się z nocnym powietrzem i z solą twojej skóry, która już zdążyła się rozgrzać.
Odwróciłeś się do niej, bo już nie chciałeś mieć jej tylko za plecami. Mei uniosła brwi i uśmiechnęła się szerzej niż na sali, jakby właśnie tego czekała od pierwszej nuty. "Chcesz widzieć moją twarz", stwierdziła cicho, a w jej głosie nie było pytania. Położyła twoją dłoń na swoim biodrze i przytrzymała ją, aż poczułeś przez sukienkę ciepło jej skóry i twardy łuk kości. "Możesz zostać albo zejść niżej, tylko powiedz mi to, zanim twoje palce zdecydują za ciebie."
"Chcę zejść niżej", powiedziałeś, patrząc jej w oczy, i Mei kiwnęła głową bez sekundy wahania. Twoja dłoń zsunęła się po jej biodrze, aż do miejsca, gdzie sukienka kończyła się nad kolanem, i wróciła w górę wewnętrzną stroną uda. Była gładka, ciepła i drgnęła pod twoim dotykiem, ale Mei nie odsunęła się ani o milimetr. Przeciwnie, rozsunęła stopy odrobinę i oparła czoło o twoje, jakby chciała oddać ci swój oddech. "Wolniej, chcę czuć każdy centymetr, nie tylko sam koniec", szepnęła.
Z tarasu widać było korytarz prowadzący do pustych pokoi dla gości, cichych o tej porze i pachnących świeżą pościelą oraz cytryną. Mei spojrzała w tamtą stronę, potem na ciebie, i oblizała wargę, jakby smakowała decyzję, zanim w ogóle ją wypowiedziała na głos. "Nie chcę wracać na parkiet do światła i do cudzego śmiechu", powiedziała. "Chcę drzwi, które się zamykają, i ciebie bez niczyich spojrzeń na mojej skórze." "Pójdziesz ze mną, jeśli chcesz tego tak samo mocno jak ja w tej chwili?"
"Chcę", odparłeś, i Mei wzięła cię za rękę tak naturalnie, jakbyście znali się dłużej niż jeden taniec. Korytarz był pusty, a wasze kroki brzmiały miękko na wykładzinie, która tłumiła wszystko poza oddechem. W pokoju na końcu było ciemno, tylko lampa przy łóżku dawała miodowe światło, a okno wychodziło na drzewa poruszane wiatrem. Mei przekręciła zamek i sprawdziła, czy naprawdę zaskoczył, zanim na ciebie spojrzała. "Teraz jesteśmy sami i nadal możesz powiedzieć dość w każdej chwili, a ja zatrzymam się od razu."
Podszedłeś do niej pierwszy i pocałowałeś ją powoli, tak jak tańczyliście, bez pośpiechu i bez udawania, że to tylko grzeczność. Jej usta były miękkie, trochę słodkie od soku malinowego, i otworzyły się pod twoimi z cichym westchnieniem. Dłonie Mei weszły ci we włosy, potem zsunęły się na kark, tam gdzie przed chwilą rozluźniała mięsień. Pocałunek pogłębił się, kiedy przyciągnąłeś ją za talię i poczułeś, jak jej piersi układają się przy twojej klatce. "Tak, właśnie tak mnie trzymaj i nie udawaj, że ci mało", szepnęła w twoje usta.
Mei cofnęła się o krok i sięgnęła do ramiączka sukienki, ale zatrzymała palce w połowie drogi, jakby dawała ci ten ruch w prezencie. Patrzyła na ciebie uważnie, z lekkim uśmiechem, który grzał bardziej niż lampa nad łóżkiem. "Chcę, żebyś to zrobił ty, powoli, i patrz na mnie, kiedy materiał spadnie", powiedziała. Skinąłeś głową, bo głos uwiązł ci w gardle, i poczułeś, jak jej skóra drży pod opuszkami. Ramiączko zsunęło się z jej ramienia razem z zapachem jaśminu i z cichym szelestem, który wydał ci się głośniejszy niż muzyka za ścianą.
Sukienka zsunęła się do talii i odsłoniła piersi Mei, niewielkie, jędrne, z ciemnymi sutkami, które stwardniały w chłodzie pokoju. Nie zasłoniła się ani na moment. Uniosła brodę i pozwoliła ci patrzeć, jakby twój wzrok był kolejną dłonią, której też musi udzielić zgody. "Dotknij mnie całą dłonią, nie tylko palcami, bo chcę ciężar, nie łaskotanie", powiedziała cicho. Kiedy objąłeś jej pierś, westchnęła i przymknęła oczy, a jej biodra same przysunęły się do twoich.
Twoje usta zeszły z jej szyi na obojczyk, potem niżej, aż język okrążył sutek i Mei złapała cię za włosy mocniej niż przedtem. "Tak, zostań tam i nie przestawaj", szepnęła, a jej głos wreszcie stracił ten spokojny, gabinetowy ton. Drugą dłonią wsunąłeś się pod sukienkę, na nagie udo, i poczułeś wilgoć już na brzegu bielizny. Mei rozsunęła nogi odrobinę szerzej i przytrzymała twoją rękę na miejscu, żebyś nie przyspieszył bez niej. "Nie wchodź jeszcze, chcę najpierw czuć, jak bardzo mnie chcesz", poprosiła, patrząc ci prosto w oczy.
Pocałowała cię głębiej, przygryzła dolną wargę i sama rozpięła ci koszulę, guzik po guziku, bez jednego zbędnego ruchu. Jej dłonie rozsunęły materiał i położyły się płasko na twojej klatce, ciepłe, pewne, już nie tylko zawodowe. Poczułeś, jak schodzą po brzuchu, zatrzymują się nad paskiem spodni i czekają, aż sam poprosisz albo sam pójdziesz dalej. "Jesteś twardy i nie udajesz spokoju, a to mi się w tobie podoba najbardziej", szepnęła z uśmiechem, który był już całkiem nieskromny. Jej dłoń została tam, ciężka i ciepła, jak obietnica, której jeszcze nie wypowiedzieliście do końca.
Przycisnąłeś ją do krawędzi łóżka i uklęknąłeś, bo chciałeś mieć jej uda na wysokości ust, a nie tylko na wysokości dłoni. Mei usiadła, sukienka zwinęła się w pasie, a cienka bielizna pociemniała od wilgoci, którą sam przed chwilą wyczułeś. Położyła dłoń na twoim policzku i pogładziła kciukiem wargę, jakby sprawdzała, czy jesteś gotów na więcej niż taniec. "Jeśli masz mnie lizać, rób to powoli, patrz w górę i powiedz, że tego chcesz", powiedziała. Jej kciuk został na twojej wardze, ciepły, cierpliwy i już lekko drżący.
"Chcę cię posmakować", powiedziałeś, i Mei aż przymknęła powieki, jakby samo zdanie przeszło jej po skórze szybciej niż dłoń. Ściągnąłeś bieliznę w dół jej ud, powoli, i poczułeś ciepło, zapach oraz lekkie drżenie mięśni, które próbowały zostać otwarte. Twoje usta musnęły wewnętrzną stronę uda, potem drugą, omijając na razie miejsce, którego pragnęła najbardziej. Mei westchnęła z frustracją i śmiechem naraz, a jej palce wplotły się w twoje włosy. "Jesteś okrutny w najlepszy sposób i za chwilę sama cię tam przyciągnę", szepnęła.
Kiedy wreszcie przyłożyłeś język do jej cipki, Mei wygięła plecy i wydała dźwięk, którego nie słyszałeś na parkiecie, niski i szczery. Była śliska, słona, wrażliwa, i każdy powolny ruch sprawiał, że jej uda zaciskały się przy twoich skroniach. Lizałeś ją tak, jak prosiła, bez pośpiechu, z oczami uniesionymi do jej twarzy, żeby widziała, że nie uciekasz w samą technikę. "Zostań przy łechtaczce i mocniej językiem, ale jeszcze bez palców", wydyszała, a jej głos się załamał. "Chcę dojść najpierw na twoich ustach, jeśli dasz mi jeszcze chwilę dokładnie tak."
Pracowałeś językiem dokładnie tam, gdzie drżała najbardziej, a Mei przestała być cicha i przestała pilnować swojego spokojnego głosu. Jej biodra same szukały twoich ust, oddech rwał się przy każdym kółku, a dłoń na twojej głowie prowadziła cię bez wstydu. Czułeś, jak narasta, jak jej brzuch twardnieje, jak szept zmienia się w prośbę, której już nie umie udawać. "Nie przestawaj, jestem blisko, tak blisko, że aż mnie boli w najlepszym miejscu", powiedziała, już prawie bez tchu. Smakowała coraz wyraźniej, słono i słodko, a jej udo drżało przy twoim policzku.
Tuż zanim fala ją zabrała, Mei złapała cię za ramiona i podciągnęła w górę, przerywając własną rozkosz z oczami szerokimi od nagłej decyzji. Pocałowała cię mocno, smakując samą siebie na twoich ustach, i przycisnęła czoło do twojego, jakby chciała zostać w tym samym oddechu. Jej dłoń wreszcie rozwiązała pasek i wsunęła się pod spodnie, obejmując cię przez bieliznę, gorąca, pewna i powolna. "Chcę cię w sobie", szepnęła prosto w twoje wargi, a jej palce zacisnęły się odrobinę mocniej. "Ale najpierw chcę usłyszeć, jak mam cię przyjąć, zanim zdejmiesz ze mnie resztę."
Mei leżała na krawędzi łóżka z sukienką zwiniętą w pasie, naga od talii w dół, a jej uda były rozchylone i lśniące od twojego języka. Twoje spodnie były rozpięte, jej pięść obejmowała cię mocno i powoli, jakby już znała rytm, którego jeszcze nie nazwaliście. Patrzyła ci w oczy tym samym uważnym spojrzeniem co na parkiecie, tylko że teraz jej oddech drżał, a sutki twardniały pod twoją wolną dłonią. "Powiedz mi to teraz", szepnęła, nie puszczając cię ani na sekundę. "Mam wziąć cię do ust, wpuścić w siebie od razu, czy najpierw dojść na twoim języku, tak jak obiecałeś, zanim zrobimy cokolwiek dalej?"




